F jak Frustratka
Moja szuflada.
Maria i Zuzia część 2
Nie ukrywam, po przeczytaniu komentarzy pod ostatnim wpisem zrobiło mi się co nieco smutno. Piszemy tu w sposób prosty, bez wyszukanych metafor, starając się formułować myśli w krótkie przejrzyste zdania. To bardzo smutne, że mimo to, zdecydowana większość czytelników nie radzi sobie ze zrozumieniem naszych tekstów.
No cóż, wygląda na to, że tylko ja uważam, że Maria powinna sama pisać swój blog, że jej poezja stanowi wartość samą w sobie i że miałaby szanse na nagrodę w swojej kategorii.
Wiedzieliśmy już kilka blogów na których rozkochani rodzice pisali w imieniu swojego dziecka, i bynajmniej nas to nie raziło, ale nigdy nie spotkaliśmy się z tym, żeby pisać blog za kogoś, kto gdyby chciał mógłby to robić sam. Przedyskutowaliśmy to w redakcji i jednogłośnie doszliśmy do wniosku, że niewiele jest rzeczy bardziej niegodziwych niż wkładanie w czyjeś usta nie jego myśli.
Jeśli napisaliśmy, że Zuzia gówno wie co myśli jej siostra, to nie dlatego że znaliśmy, jak to ktoś napisał innego downa, tylko dlatego, że ta tak to już jest. Nikt z nas nie siedzi w głowie drugiego człowieka.
Napisałem, że kiedy staliśmy z Georgiem bawiąc się wężami do podlewanie trawnika i komentując przechodzące ulicą laski, myśleliśmy o tym samym. Napisałem tak nie przez przypadek. Wierzę w to, że wszyscy jesteśmy w gruncie rzeczy tacy sami, dlatego rozmawialiśmy z Georgiem jak równy z równym. Nie widzę tej równości między Zuzią i Marią.
I Zuzi się oberwało. Ale przecież słusznie.
Tak sobie myślę, że gdybym ja miał brata z ZD to jedynie kibicowałbym mu na jego bogu. To nie ja podlegam stereotypom, to Zuzia uważa, że poezja jej siostry wymaga opatrzenia komentarzem. To nie jest przypadek, że Zuzia swoje teksty pisze pogrubioną czcionką, a to co pisze Maria, publikowane jest chudziutkim Courierem. Czytelnik nie powinien mieć wątpliwości co jest istotne, a co mniej.
No cóż bywa i tak.
Zuzia chce wygrać konkurs. Wydaje jej się, że zrobi to na plecach Marii. Nie podoba mi się to. Nie sądzę, żeby komukolwiek się to podobało. Nie podoba mi się też jej strona facebooku, Szczególnie to, że Zuzia pisze używając awatara ze zdjęciem siostry.
Dlatego współczuje Marii, przykro mi, że dzień w dzień Zuzia przypomina jej o chorobie. Nawet w wirtualnym świecie Maria nie może być po postu blogerką Marią. Zuzia dba żeby wszyscy łącznie z Marysią nawet na chwilę nie zapomnieli o jej chorobie.
Zuzia i Marysia
„Panna Maria od wierszy” to kolejny blog w kategorii „blogi literackie” którego nikt nie czyta.(miejsce 1798 w rankingu bloxa za ostatni tydzień) Tym razem nie będziemy się pytać skąd jego autorka zebrała tyle esemesów, bo wydaje nam się, że wiemy.
Więc do rzeczy:
Tytułowa Panna Maria ma 23 lata i zespół downa.
Zdarza się.
Blog pisany jest przez jej siostrę Zuzię. Notki oparte są na tym samym schemacie (lubimy schematy). Najpierw Zuzia wstawia swoje bla, bla, bla, w którym zwrot „Panna Maria” pojawia się średnio 100 razy na wpis, a potem jest wiersz Marysi, podpisany jej imieniem i nazwiskiem).
Nie będę ukrywał. Lektura bloga wywołała w redakcji bardzo duży niesmak. Oczywiście całym sercem jesteśmy za Marysią, której wiersze są o niebo lepsze niż te ze wspominanego wczoraj blogu Liryki. Tak owszem, niektóre z nich wydają się zbyt dosłowne, lub mówią o rzeczach tak oczywistych, że pisanie o nich wydaje się być pozbawione sensu. Niemniej jest kilka, które zrobiły na redakcji bardzo dobre wrażenie.
Dlatego uważamy, że gdyby tak wywalić, komentarze Zuzi i zostawić tylko co wyszło spod ręki Marysi, to blog miałby szanse. Dzięki siostruni z całą pewnością ich nie ma. Te wiersze bronią się same, Szkoda że siostra tego nie rozumie.
Pisaliśmy kiedyś, że o jakości bloga decyduje, nie tyle jego treść, co osobowość blogera. W historii literatury, znajdziemy nie jednego skurwysyna, który w pamięci ludzkiej pozostanie wybitnym pisarzem. Otóż my wierzymy mocno w to, że z blogami jest inaczej. Dzięki interaktywnej roli komentarzy, osobowość autora jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza od tego co pisze. Innymi słowy fajne blogi, to te pisane przez fajnych autorów.
Nie wierzymy siostrze Marysi, Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że za tym całym wspólnym pisaniem stoi coś zupełnie innego niż siostrzana miłość. Tak, tak, siostra Marysi nie budzi naszej sympatii. Wprost przeciwnie, wkurza nas, że wciąż mówi jej ustami: ”Panna Maria” to , ”Panna Maria” tamto. Mamy taki feeling, że de facto Zuzia gówno wie, co dzieje się w głowie Marysi.
Znaliśmy kiedyś jednego downa z sąsiedztwa. Był w podobnym wieku co Marysia. Lubił przyłazić kiedy myłem samochód, albo robiłem coś w ogrodzie z frontu domu. Szczególnie podobało mu się lanie wody ze szlaucha, więc staliśmy tak sobie, nie raz nie dwa, polewając samochód czy trawnik, a ile razy chodnikiem szła jakaś babka i nie miało znaczenia ładna czy brzydka, George bo tak miał na imię mój down mówił.
- What an ass, I could fuck her all day long
I uśmiechaliśmy się do siebie, bo w sumie po mojej głowie chodziły podobne myśli.
Tak to już jest, że kiedy wygląda się jak dzwonnik z Notre Dame i do tego wymaga stałej opieki rodziców praktycznie do końca życia, to szanse na na dobry seks są żadne.
Na koniec jak zwykle kilka dobrych rad tym razem nie tyle dla bohaterki bloga, bo ją bardzo czule klepiemy po pleckach, co jej siostry.
Słońce:
Zamieszczasz wiersze siostry w internecie, bardzo miło. Zebrałaś esemesy, super, ale to wszystko. Bo tak się składa że wszystko ponad to, to policzek wymierzony Marysi. Przeczytaj dokładnie to co piszesz, będziesz wiedziała co mam na myśli.
Cdn.
Trzeci etap Konkursu na Blog Roku.
Redakcja ma takie nieprzyjemne wrażenie, że konkurs jakoś przecieka redakcji pomiędzy palcami. Ani się obejrzeliśmy a tu już koniec drugiego etapu.
A gdzie zabawa, gdzie fajerwerki i chlanie do białego rana. Co by nie mówić, zeszły konkurs był jakiś fajniejszy.
Ale mniejsza oto.
Patrzyliśmy na blogi nominowane do trzeciego etapu i strasznie się dziwimy i szukamy w tym jakiegoś sensu. Bo Weźmy takie liryki, 293 zebranych głosów, a w rankingu bloxa na pozycji 1500 któreś, czyli może z piętnastu stałych czytelników. Z jednej strony zainteresowanie można powiedzieć na poziomie bliższym zera, a z drugiej, drugie miejsce w kategorii „Blogi Literackie”. Dziwy proszę państwa, no po prostu dziwy.
A taki blog Tramen, od nie pamiętam odkąd promowany na głównej stronie bloxa, z jakąś niebotyczną ilością wejść otrzymuje jeden głos, i to najprawdopodobniej od samego autora.
Nie ukrywam, dużo bym dał, żeby się dowiedzieć skąd autor liryków wytrzasnął te 293 głosy. Rozgadaliśmy się po Internecie w nadziei, że może blog to tylko jakaś tam działalność przy okazji form literackiego, czy czegoś tam w tym rodzaju, ale nie, Google nigdy o wierszach kolegi lub koleżanki Murawko słyszały. Dziwy, powtarzam dziwy.
Tak czy inaczej. Redakcja nigdy nie ukrywała, że na poezji się nie zna. Ale wie, że jeśli lektura wiersza wywołuje w redakcji coś na kształt bólu wszystkich zębów na raz, to liryk nie może być dobry. A tak niestety jest w przypadku tego blogu. Więc nieważne, co tam autor liryki nie zrobił, by zdobyć swoje głosy, jego wysiłek i tak pójdzie na marne.
Przykre.
Ale nie do końca, bo zdobycie takiej ilości głosów przez blog który nikt nie czyta, to już sukces sam w sobie.
Morawko na Prezydenta! Lub przynajmniej przewodniczącego Parlamentu Europejskiego!
To tyle, w następnej notce, redakcja zajmie się kolejnymi blogami jakie wpadną jej w oko.
Maciek Musiał i grupa śmierci
Konkurs na blog Roku – Klokloks
Dzisiaj napiszę o blogu który raczej nie ma szans na nagrodę. Nie twierdzę oczywiście że to zły blog, chcę tylko powiedzieć, że konkurs rządzi się swoimi prawami. Jak blog nie ma odpowiedniego zaplecza logistycznego w postaci niezwykle licznej rodziny, lub przynajmniej jakiejś pokaźnej liczby czytelników gotowych wydać po te dwa zata na smsa to nie ma i szans na sukces. Blog o wdzięcznym tytule Klokloks, (autorka prosiła żeby nie pytać co to, więc nie pytam) w rankingu blogów na bloxsie znajduje się na obecnie na pozycji numer 1543. Można powiedzieć, nie za wysoko. Wynika z tego, że ma około 20-30 unikalnych odwiedzin dziennie. Uwzględniwszy page rang blogów na bloxie, oznacza to, że stałych czytelników jest nie więcej niż dziesięciu. Dalej posługując się statystykami możemy śmiało założyć, że z tych 10 stałych czytelników smsa wyśle jeden, drugiego wyśle autorka, trzeciego ja (a co mi tam, potrafię być rozrzutny) i to wszytko jeśli chodzi o czytających. Pozostaje rodzina i przyjaciele, o ile autorka zdecyduje się prosić ich o głosy. Tak czy inaczej, Klokloksa w następnej rundzie nie zobaczymy, co jest również powodem, że napiszemy o nim teraz. Autorka twierdzi, że jej obwód w pasie wynosi jakieś 150 cm, co oznacza, że siedząc za biurkiem nie sięga klawiatury. Mimo to pisze. To jest proszę państwa komplety absurd i nic też dziwnego, że blog został wystawiony w kategorii absurdalne i offowe.
Teraz napiszemy coś krytycznie.
Grafika pojawiająca się najczęściej (mówię o tej zakapturzonej postaci przypominającej górę Rysy) na przełomie października i listopada jest do dupy. Inne są bardzo fajne, ale ta jest do dupy. Patrzymy na nią i odechciewa nam się czytać.
Teraz już będzie pozytywnie.
Bardzo podobała nam się konsekwencja z jaką autorka prowadziła swoje zapiski. Niestety podobała nam się tylko do chwili, kiedy z jakichś powodów autorka doszła do wniosku, że warto by podzielić się z czytelnikiem dłuższą myślą. Wynika to stąd, że lubimy blogi z góry utrzymane w założonej konwencji. Nie mówimy, że to źle, że autorkę wzięło na dłuższe refleksje, mówimy tylko że nam się to nie podoba.
Co jeszcze? Myślę, że autorka dobrze się bawi pisząc bloga. Ja również nieźle się bawiłem czytając i w sumie to jest najważniejsze. Nawet gdyby blog przeszedł do następnej rundy, to ktoś tak pozbawiony poczucia humoru jak Redaktor Sianecki i tak by go nie nagrodził. Gdybym ja był na miejscu Sianeckiego, to kto wie, może przyznałbym nagrodę Kloksikowi. W sumie czemu nie zrobić tego teraz. Nie mam wprawdzie na zbyciu żadnego laptopa. Ale mam kotylion. Kotylion wygląda tak:
Konkurs na Blog Roku cd.
Wypadało by napisać notkę, ale tak się składa, że trwa najnudniejszy etap konkursu. Blogów przybywa i przybywa i w sumie nic z tego nie wynika. Na szczęście do etapu w którym zacznie się coś dziać nie dzieli nas aż tak wiele czasu.
Póki co redakcja rozgląda się za blogami które pamięta z poprzedniej edycji. Nie znajduje ich zbyt wiele. Być może jest tak, że konkurs to przygoda jednorazowa. Przystępujemy do niego pełni nadziei, a kiedy okazuje się, że świat bynajmniej nie padł przed naszym wypieszczonym i wychuchanym blogasiem na kolana, tracimy zainteresowanie przed dalszą rywalizacją.
Na szczęście pierwotna chęć brylowanie i dzielenia się tym co myślimy i czujemy z możliwie dużą ilością ludzi jest tak nieodłącznie związana z naturą człowieka, że amatorów udziału we wszelkiego tego typu konkursach nigdy nie zabraknie.
I bardzo dobrze, bo o czym to ja bym wtedy pisał.
Jeśli na tym blogu nie pojawiło się ostatnio zbyt wiele notek to przede wszystkim dlatego, że nie czułem się dobrze w roli intruza włażącego w butach w czyjeś życie. Nic bardziej błędnego. Przecież to jasne, że jeśli ktoś decyduje się by zamiast po cichutku wieczorami skrobać sobie w kajeciku pamiętniczek, wystawić swoje refleksje na widok publiczny, to jest rzeczą oczywistą, że robi to dlatego, by ktoś to czytał, a jeśli czytał to i dzielił się tym, co na temat tego co przeczytał myśli.
Tak czy inaczej, oporów tych nie mam kompletnie wobec blogów startujących w konkursie.
Kochani, chcecie być oceniani, nie ma problemu, ja wam to załatwię.
To jasna sprawa, że nie przeczytam wszystkich blogów a o jeszcze mniejszej ilości będę w stanie napisać, dlatego podobnie jak w poprzednim roku, faworyzowani będą blogerzy którzy zamieszczą link do naszego skromnego blogasia.
Warto, bo tu się nie ściemnia, tu się wali prosto z mostu, a gdyby ktoś nie wiedział jak wygląda most , to wygląda on tak:
Konkurs na Blog Roku 2011
Jak zwykle o tej porze, już po raz siódmy, rozpoczął się kolejny konkurs na „Blog Roku”. Redakcja mimo niezłej depresji i niechęci do jakichkolwiek działań twórczych, przyjrzy się blogom biorącym udział w tegorocznej edycji, i podobnie jak było to rok temu, podzieli się swoimi refleksjami z ukochanymi czytelnikami.
Coś tak czujemy, przez średnio czyste majtki, że ten konkurs czymś nas zaskoczy, nie wiemy jeszcze co to konkretnie będzie, ale mamy nadzieję, że może to być na przykład poziom blogów który, który mógłby w końcu być wyższy ten rok wcześniej.
Redakcja jest bardzo ciekawa, czy autorzy którzy już raz próbowali swoich sił w konkursie zrobią to znowu, i jeśli tak się stanie, to obiecujemy, że poświęcimy im notkę czy dwie. Może oni również czymś nas zaskoczą.
Jak powszechnie wiadomo redakcja ma inklinacje do wydawania sądów ostatecznych jedynie słusznych i nie podlegających dyskusji, i w tej materii nic się nie zmieniło. Niestety redakcja również jest znana z używania sobie na blogach o nazwijmy to kulawym poziomie artystycznym. Otóż obiecujemy, że tym razem będziemy się skupiali na blogach o których naprawdę warto pisać, a dla autorów pozbawionych krzty samokrytyki, wykażemy się daleko posuniętą wyrozumiałością.
To tyle jeśli chodzi o dobre chęci redakcji.
Od siebie mogę powiedzieć tylko tyle, że znając zespół redakcyjny na wskroś, nie wykluczam, że wszystko co powyżej to jedynie puste gadanie. No cóż redakcja już nie raz obiecywała wiele różnych rzeczy, i jak wykazała praktyka, niewiele z tych obiecanek wychodziło.
Nowe otwarcie.
Jeśli nie piszę tu od dobrych sześciu miesięcy to dlatego że jakiś czas temu przestałem lubić ten nick. Stracił w moich oczach swój cały swój urok jaki bez wątpienia miał, te dwa lata temu kiedy go wymyśliłem. Stało się tak ponieważ nie zaglądałem już od jakiegoś czasu do żadnej z książek Mistrza, a KMF bez Kilgora Trouta to jak poducha bez grama pierza.
Ale od czego mam mózg. Przecież tylko ode mnie zależy w co będę wierzyć, kogo kochać, co lubić, czego nienawidzić czy, czego się wstydzić. Mogę na przykład wierzyć w Najświętsza Trójca, albo spisek smoleński, czy cokolwiek innego, tak samo dobrze jak w to to że ten nick to coś więcej niż świadectwo mojego rozdętego ego .
Więc dzisiaj jadąc do pracy tramwajem linii 15 uwierzyłem że kilmore fisz to fajny nick. I proszę! Siedzę przed komputerem i piszę notkę!!!
Ale to nie wszystko. Pisanie ma sens, jeśli ktoś to potem czyta. Ten blog zanotował ponad 100000 odsłon. Oczywiście, aż tak naiwny nie jestem, żeby nie zdawać sobie sprawy że 95% tych kliknięć to komplety przypadek, a pozostałe 10 to efekt ciężkiej pracy 2 lub 3 pań o zwinnych paluszkach, wracających tu z uporem godnym lepszej sprawy.
Nieważne.
Zbyszek Hołdys który jest postacią nieporównywalnie bardziej medialną niż ja zamieścił wczoraj na Twitterze link do zdjęcia na stronie z licznikiem odsłon Zdjęcie wybrał sam, opatrzył komentarzem i wytwitował je dwa czy trzy razy w ciągu jednego dnia. I co? Na link kliknęło 33 osoby.
I tak to jest z tą popularnością w internecie.
Piszący jest de facto sam z tym co pisze, Na szczęście dzięki pięciu kilogramom gąbki nasiąkniętej krwią może sobie wyobrażać, że jest dokładnie odwrotnie.
Tak więc jestem tu z tym moim bla, bla, bla, zaspokajając własną próżność, świadomy kompletnej bezkarności wypowiadanych słów. Bawię się stawianiem palcy na klawiaturze, choć równie dobrze mógłbym gadać do lustra.
Lustro wygląda tak:
Kiedy w nie zaglądam, widzę kogoś kto umarł dawno temu. Mógłbym powiedzieć „hej tato, co tam u ciebie”. Ale przecież wiem że nic.
Jestem tylko ja.
Ja i efekt skomplikowanych reakcji elektro – chemicznych zachodzących w moich 5 kilogramach gąbki nasiąkniętej krwią.
Wasz KMF- wciąż bloger.




