Skip to content

Wpis zastępczy

21/02/2009
by

Miałam tu wstawić inny tekst. Upuścić zjadliwego atramentu z pióra w ogonie. Niestety, wysiłek włożony w orkę potrzebną do nabazgrania takowego, zniechęcił mnie do publikacji. Jakoś przestała mnie śmieszyć ta rozrastająca się neverending story ’bout nothing. W zasadzie miałam się nawet lenić jeszcze do poniedziałku, ale szef tradycyjnie wyłączył komórkę na weekend, więc naciągane usprawiedliwienie nie dotarło – trzeba się zebrać i napisać jakieś małe cokolwiek. Małe zwłaszcza ;) Na prochach i w gorączce – ta jedna przynajmniej zdaje się być w szczytowej formie.

W tekście zgryźliwym planowałam podsumować coś, co odbiło się szerokim echem pośród blogerów. Zwycięstwo niejakiej Molekułki. Zwycięstwo w – jak się za chwilę okaże – opiniotwórczym i ważnym konkursie o miano blog roku (sic!). Literacki, by było precyzyjnie.
Dlaczego miałam zamiar to podsumować? Czy teksty Molekułki jakoś specjalnie mnie ujęły? Czy uważam je za kawałek dobrej literatury? Czy widzę u wspomnianej choćby zapowiedź przyszłych możliwości tworzenia owej dobrej literatury? NIE. Co z tego wynika? Moje kompletne NIEzainteresowanie w/w. Niestety, nie tylko.
Poza niezainteresowaniem, doświadczam ostatnimi tygodniami rosnącego zdziwienia i zdezelowanego – ale jednak – wkurwu. Tracę wiarę w wiarę w siebie i niewiarę w naiwność nadziei ‚krytyków’, że można zmienić świat, pokazując światu temu paluchem TO!! jest cacy, a TO!! jest bee. Naprawdę warto czasem przemyśleć, czy coś/ktoś jest warte/wart krytyki, zanim się zapuści w nieskoszone pszeniczne łany szumu. Wiele hałasu o nic – seequel?

Tak, proszę Państwa. Na krytykę, taką z prawdziwego zdarzenia, też trzeba sobie zapracować. Molekułka, która nieoczekiwanie stała się bohaterką epopei przywoływanej tu już kiedyś Defendo, czy niejakiej Anny Marii Nowakowskiej, została „krytyką” zalinkowanych wprowadzona w błąd. Ma prawo teraz uważać, że jest popularna, godna dokonywania na sobie sekcji zwłok i lobotomii – obydwu za wirtualnego żywota swego jeszcze. Ma prawo uważać swoje pisanie dla pisania za literaturę, bo wszak w takim kontekście została rozliczona przez wymienione (i nie tylko przez nie, ale chyba nie chcę większej ilości takich tekstów reklamować – myślę, że nie tylko ja widziałam wiele kopii tych tu wymienionych). Ma prawo – po wtóre zauważmy – uważać siebie i przygodę z omawianym konkursem, zakończoną tryumfem, za kij mącący wodę wirtualnych oceanów – zacytujmy niektóre „konsekwencje” werdyktu jurora:

blogerzy zostali oszukani, skandal!!, Molekułka powinna zrozumieć, że nie jest poetką i nie umie pisać, to musi wreszcie do niej dotrzeć, bo Shuty zrobił jej krzywdę!!, internautów skrzywdzowo!

..proszę zatkać na moment co wrażliwsze uszy: ja pierdolę!!! Już można odetkać. Czy wy się ludziska aby dobrze czujecie, czy to może jednak skutki tegorocznej epidemii grypy? Armatami w komara?
Święte oburzenie i kpina wyniosły bohaterkę na wyżyny statystyczne i skierowały na jej pisaninę wzrok setek widzów, którzy nigdy by tam nie zajrzeli, gdyby nie swoiste polecenie znalezione u uznanych blogerów.
Przy okazji warto zarejestrować, że zalinkowane Panie nie omieszkały zareklamować się na gorących wpisach u Molekułki, zapewne dla jej dobra, nie dla własnych korzyści z odwiedzin „łączonych”. Żenada, wprost to powiedzmy. Wstyd czytać – chociaż czytałyście drobiazgowo i cytowałyście z pasją, szczególnie Defendo, której dzisiejszy komentarz pod zalinkowanym wpisem świadczy o planowanych dalszych działaniach misyjnych na rzecz uświadomienia nagrodzonej, że pisze chłam, a wszystkich potencjalnych czytelników, że za chłam uważać pisaninę molekułkową muszą! (najlepiej poświadczeniem pisemnym, że tak jest właśnie, nie inaczej), bo się rachunek musi! zgadzać w mikrokosmosie blogosfery. Jeśli się nie zgodzą, to oczywiście głąbami pozostaną – klasyfikacja i ramki są sposobem na porządkowanie świata przez wielkich zapewne.. szczególnie z ptasim.. rodowodem, niechże będzie ;) Nie wstyd natomiast się w takim miejscu reklamować. Także obu Paniom. Zmasakrowałyście własne IQ. **

Mogłabym podkreślić teraz śmieszność deklaracji składanych przedkonkursowo przez krytykantów – nie, nie, broń Boże nie krytyków, przykro mi niezmiernie, takich nadużyć semantycznych nawet gorączka by nie wytłumaczyła. Ale wolę tylko zasygnalizować niektóre jej ordery uuu!śmiechu, na rozwinięcie tematu czasu szkoda.
A to, że konkurs onetowy to wprost chłam i popula – toteż jedni w ogóle nie będą udziału brać. A to, że to tylko zabawa – toteż inni dla jaj udział wezmą i będą się świetnie bawić. Zauważyć warto, że dobrze się bawiących mamy na koniec rozliczeń sztuk dokładnie dwie: Shutego i Molekułkę, która najwyraźniej ma gdzieś wszystkich wybitnych piszących o niej i do niej, dających trzeźwiące rady w stylu dobrej cioci z Pcimia, szydzących z tego, że pewnie kupiła sobie głosy wizerunkiem, który wisi na jej blogu, a nie jest jej wizerunkiem bleblebleble.. mnie raczej bawi, że zapienieni nie doczytali info o szczególe, iż wizerunek ów jest elementem skórki blogowej. Gratulacje składam niniejszym. Jak na mądrzejszych, całkiem niezła wtopa.

Śmieszność (komizm sytuacyjny?) stała się przyczynkiem zdziwienia mego.
Wkurw obudziła deklarowana motywacja.

Mogę zrozumieć – wróć! – mogłabym zrozumieć w ostateczności podsumowanie ze złośliwym uśmieszkiem zaistniałej sytuacji. Niemniej biorąc pod uwagę zarówno zapowiadające powagę echa wpisów, jak i wyraźnie ją już deklarujące komentarze, szczególnie te po sąsiadkach (tu: wpisach tożsamych, w inne słowa ubranych), odnosi się wrażenie, że oto Molekułka i Shuty takoż, są zagrożeniem dla półki literatura. Konkretnie tej półki, na której wiją gniazdo białe kruki. W chwili, gdy kolejni poważani przeze mnie blogerzy dochodzą do wiekopomnych wniosków, że taki konkurs i werdykt mogą mieć realny wpływ na gusta czytelnika, czy też kształtujące się umiejętności przyszłych literatów, trafia mnie szlag i dopada zwątpienie. Czy to czytelnikom zarzuca się ślepotę i totalny baranizm (za baranem stado, ect.) ? Najwyraźniej. Bo jeśli nie, to komu, na co i po co te epopeje o niczym? Czy naprawdę pianie o żadnych umiejętnościach wokalnych Mandaryny, która się świetnie sprzedaje i zapewne gdzieś-tam-kiedyś (nie wiem, to spekulacja, ale na tyle prawdopodobna, że zaryzykuję jej tu umieszczenie) została okrzyknięta wokalistką roku, jest celowe i ma realny wpływ na kształtowanie gustów masowych? Czy, gdyby inne wokalistki zajęły się utyskiwaniem na nią, zamiast tworzeniem alternatywnych form własnego wyrazu artystycznego, potencjalny koszyk konsumencki zawierający możliwości wyboru oferty kontrastującej umiejętnościami i ambicją z Cytrusową, nie opustoszałby aby? Może jednak skutecznie z tandetą walczy się tworzeniem czegoś, co ma wartość, nie łatwizną napisania kilku zgrabnych przytyków do Cytrusków rasy wszelakiej?

Nie przeczę, krytyka może nosić nawet znamiona sztuki, ale krytyka rzeczowa – w tym przypadku: gdy jest coś na rzeczy, by krytykowanym być mogło merytorycznie. Udowadnianie jajku, że nie jest kasztanem? Burzenie sypiących się babek z piasku, zamiast zbudowania piaskowego arcydzieła – pałacu z fosą? To właśnie można wyczytać we wspomnianych komentarzach/wpisach do werdyktu Shutego. Nic więcej.
Lenistwo odbierające motywację do znalezienia obiektu, którego krytykowanie miałoby sens, podstawy i cel? Strach przed ‚porwaniem się’ na takową krytykę? Brak kompetencji, a może tylko niepewność tych posiadanych? Jeśli tak, to zwracam się z uprzejmą prośbą do cenionych blogerów, by się – kurwa! przepraszam – nie zajmowali pierdołami!
Wchodząc do Molekułki, spodziewam się częstochowszczyzny praktycznej, toteż zastając rzeczoną, nie stwierdzam zaburzenia równowagi wszechświata. Wchodząc do krytykantów, spodziewam się kawałka dobrego tekstu skłaniającego do myślenia i prowokującego dyskusję, nie jakiegoś łatwego i populistycznego paszkwila, który będzie się wywnętrzał każdą literką nad tym, że.. oto jednak Molekułka świata równowagę wzburzyła. Nie są Panie „redaktorkami” gazet na F i S i wam się akurat nie powinny takie gnioty zdarzać. Powtarzam.

Na krytykę też (a może raczej – szczególnie!) należy sobie zasłużyć

..stąd też ten właśnie wpis wam dedykuję. Dołączając dwa przykłady świetnie pisanych – moim zdaniem – blogów. Blogów o czymś. Obydwa zalinkuję odnośnikami nie ogólnymi, a kierującymi konkretnie do wpisów o dziennikarstwie społecznym. Dlaczego akurat tak? Bo uważam wymienione blogerki za ‚dobry materiał’ na pisanie tekstów mogących pretendować do bycia określanymi mianem choćby felietonów, natomiast przywoływane tutaj ich wpisy nie są nawet przeciętne w ramach przeciętnej blogowej amatorszczyzny.
Defendo taki tekst zdarza się po raz wtóry. Blog zaczyna się wstydzić za swoją właścicielkę, wszak nosi miano kontrowersje, a pisany jest ostatnio coraz częściej pod egidą ploty i głupoty warte wiele statystycznie, a mniej niż zero – tematycznie.
O ile Molekułka trzyma poziom – mniejsza o to jaki, nie ma tendencji zwyżkującej, ale też nie pikuje na piąte dno – o tyle dzięki zajmowaniu się Molekułką i całą tą „ogromną” sprawą (proponuję nazwę Molekułka gate), poziom tematów podejmowanych przez krytykanckich blogerów spadł na łeb na szyję.

Tyle w ramach bilansowania strat i zysków teoretycznie niezainteresowanych tematem.
Pora na obiecane podwójne wytchnienie. Początkowo zastanawiałam się, czy zestawienie tych blogów z omawianym tematem nie ubliża aby ich twórcom. Zastanawianie się owo było zdajsie efektem narzutu z-myślowego o sugerowanym tu i ówdzie wpływie Molekułki na gusta czytelnicze i.. szybko mi przeszło, na szczęście :) Myślę, że nawet opisywać tych blogów nie trzeba, blogerzy i teksty bronią się sami/same. Polecam zarówno teoretyczne i merytoryczne ujęcie tamatu, jak i wpis z uśmiechem podsumowujący zapędy pisaczy wcale nie tylko tworzących w ramach dziennikarstwa obywatelskiego.. że poszerzę perspektywę podpatrujących. Polecam sobie wydrukować nawet, sama z siebie się na tle kilku punktów uśmiałam po pachi, grzebiąc w wirtualnej pamięci tekstowej ;)

ps. Wodo, blog jest wspólny, nie faceta – dzięki za uwagę.

pps. Kil, cycki strzeliły focha, więc sam rozumiesz, że z tym bujaniem może być różnie..

**SPROSTOWANIE

Ponieważ nie mam możliwości skonfrontowania sprzeciwu zgłoszonego przez p. A.M.Nowakowską, a dotyczącego autoryzacji/braku autoryzacji reklamy komentarzem jej tekstu (zamieszczonej tutaj), niniejszym dopuszczam możliwość, że wnioski płynące z potencjalnie  jej słów, niekoniecznie muszą jej dotyczyć. Niestety, nie mogę założyć, że rzeczywiście nie zareklamowała się Pani w taki sposób u Molekułki. Nawet, gdybym chciała nadwerężyć własną naiwność, szef mi tego nie przepuści drukiem za cholerę :)

Advertisements
28 komentarzy leave one →
  1. 21/02/2009 6:01 pm

    Strach Cię prosić o notkę Morfi…
    :)

  2. 21/02/2009 6:03 pm

    Po pierwsze: Anna Maria Nowakowska jest imieniem i nazwiskiem, więc dodawanie mi słówka „niejaka” słuzy chyba tylko wyrażeniu lekceważenia (semantyka).

    Po drugie: wpis o tym, że zdjęcie molekułki nalezy do wyposażenia skóki pojawił się 15 lutego 2009. Mój feleitonik był pierwszy i pochodzi z czasów, kiedy tej – jakże pomocnej – informacji nie było.

    Po trzecie: nie raklamowałam się NIGDY i w żaden sposón na blogu Molekułki i wypraszam sobie.
    Jesli ktoś tam użył mojego nazwiska, to bez mojej wiedzy.

    Po czwarte: mój felieton był w mniejszym stopniu o molekułce samej a bardziej o samym konkursie oraz blogu Glosatora. Podobny napisałam do I360. W ten sposób właśnie zwykło się wyrażać osobiste przekonania: za pomocą pisania. Korzystam z tej mozliwości, żeby sprostować to, co w komentowanym przeze mnie tekście jest warte sprostowania.
    Po piąte: pozdrawiam

  3. 21/02/2009 6:12 pm

    Ups… ktoś ma PMSa…

  4. 21/02/2009 6:16 pm

    PMS-a! Optymista. Chyba menopauzę koleś:)))

  5. 21/02/2009 6:41 pm

    O, lubię numerkowanie, też mi ułatwia zebranie myśli.

    Po pierwsze – taki mam styl, nie było celowym wyrażenie lekceważenia. Lekceważonym nie poświęcam nawet dwóch linijek tekstu. Z zasady, bez związku z semantyką.

    Po drugie – tego sprostowania akurat się spodziewałam, niemniej w dalszym ciągu podtrzymuję podstawę zarzutu. Gdyby w rogu tkwił goryl też większość założyłaby, że zdjęcie przedstawia autorkę? Nie sądzę. Jest od groma i ciut, że tak to ujmę, skórek z fotkami. Warto sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście posługuje się celowo spreparowanym wizerunkiem (ukradzionym/nieaktualnym), nim uczyni się z tego argument w – hm – dyskusji. To akurat niekoniecznie do Ciebie, zwyczajnie ten „zarzut” rozbawił mnie chyba najbardziej podczas wizytowania świata molekułkowego.….

    Po trzecie – Jeśli komentarz u Molekułki zawierający link do Twojego artykułu, napisany w formie zaproszenia wystosowanego przez autora tegoż artykułu, nie jest Twój, przeredaguję tekst. Ktoś Ci zrobił dowcip, choć zapewne działał w powszechnie rozumianej „dobrej wierze”. Powszechne rozumienie jest plagą nie do wymordowania chyba.

    Po czwarte – o Glosatorze planuję napisać, dlatego pozwoliłam sobie na wybiórcze potraktowanie całości, acz kierując do oryginału, by czytelnik mógł zweryfikować wszystko.

    Po piąte – zarówno.

    *************

    Po szóste, PMS na TYM blogu jest mój, grabisz sobie Kil coraz bardziej…

    ;P

  6. 21/02/2009 7:09 pm

    No własnie, dlatego mówię, że moja jest meno:)) Pauza:))
    1. A bo widzisz, słowo „niejaka” ma długą i zawiłą historię z czasów poprzedniej Rzeczypospolitej i ja na nie reaguję wysypkowo. Już wolę, jak ktos mnie nazwie „ta głupia cipa Nowakowska”, ale rozumiem, że to nie miało żadnego związku z moim odczuciem co do inkryminowanego(wow!) słowka.
    2. Bezwzględnie wizerunek ma wpływ na odbiór, gdyby tak nie było, to photoshop nie mialby tylu fanek:)
    3. W życiu! Nawet nie napisałam żadnego komentarza u Molekułki, ktoś mi zrobił niedźwiedzią przysługę, bo ja bardzo dbam, żeby nigdzie się nachalnie nie rozpychać, nie linkować, nie narzucać. A tu taki zonk, buuu.
    Z innej beczki: kiedy patrzę z Twojego punktu widzenia, to trudno się nie zgodzić, że pisanie o Molekułce jest mnożeniem bytów nad potrzebę i mogłam sobie dać siana z tym. Rozumiem, że masz jakieś zaufanie do podstawowej inteligencji ludzkiej i wierzysz, że ludzie sami sie połapią i nie trzeba im pokazywac palcem. Rozumiem i szanuję takie podejście. Też staram się tak traktowac ludzi (intrenautow) ale… Mam jakies ale i dlatego pewnie nadałam znaczenie sprawie bez znaczenia. Oczywiście, ze potrafię tak na to spojrzeć. I pewnie jest to bardziej eleganckie podejście. Tyle, że byłam akurat w innym nastroju i rozsierdziła mnie ta historia z „monitorowaniem” Glosatora.
    Tak czy siak jest dobrze:))) Uśmiech. Ukłon.

  7. 21/02/2009 7:36 pm

    Nie wiem, czy mam zaufanie, za to mam świadomość, że: (aby tradycji punktowania uczynić za dość ;))

    a. Powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, nie ma w podtekście swoistego zakazu prowadzenia rozmów nt. różnicy gustów. Mówi raczej o tym, że gusta są bezdyskusyjne, jak wszystko, co jest subiektywnym postrzeganiem rzeczywistości. Innymi słowy, można walczyć na upartego z wiatrakami, usiłując „otworzyć oczy/uszy” masowemu odbiorcy, ale rodzi to pytanie, czy aby walką taką nie pokazujemy, że podstawowe prawidła butów socjologicznych są nam obce? Zwłaszcza, że należy do tego dołożyć i to prawidło, które każe tłumowi być może wcześniej kompletnie nie zaisnteresowanemu tematem uparcie bronić atakowanego. O „szczególe”, że przy takiej okazji prym wiodą obszczekujący inwektywami, którzy nagle czują się niczym jakaś intelektualna elita, która TEŻ widzi znikomość obrzucanego błotem „towaru”, właściwie nie warto wspominać. Stawanie w jednej linii z szukającymi okazji do wyżycia się i rzucenia bluzgami, nie jest chyba szczytem marzeń dla naprawdę pojmującego wartości literackie nagłośnionego przy okazji konkursowej bloga..

    b. Biorę pod uwagę, że ambitne treści zwykli czytać tacy, którzy ambitnych treści do czytania szukają.. oni naprawdę potrzebują pokazywania palcem, co warte, a co nie warte uwagi? ;)

    Na marginesie, działanie pod wpływem impulsu jak najbardziej rozumiem, Impuls jest mym drugim imieniem ;) Jak każdej kobiety zapewne ;)

    Chylę czoła wobec Twojej reakcji, ciesząc się, że dostrzegasz celowość krytyki dotyczącej tylko i wyłącznie jednego wpisu na tle całości Twojego bloga, który uważam za miejsce bardzo ciekawe. Ponieważ nie chciałam namieszać bardziej w już namieszanym, pozostawiłam pochwały na deser pichcony oddzielnie.

    No, to teraz errata niedźwiedzizny…

    Przyjemnego wieczora :)

  8. 21/02/2009 8:04 pm

    Boże, Morfi… ależ Ty łatwowierna… wywalam Ci to sprostowanie…

  9. 21/02/2009 8:08 pm

    Myślę, Kil, że cytowana jednak nie napisałaby w ogóle razem.. Biorę też pod uwagę całość jej reakcji tutaj. No i nie wierzę, że gmerałbyś mi w cyckach tfu! w literkach.. to aby na pewno Ty? ;>

  10. 21/02/2009 8:09 pm

    Anna Maria to strasznie zawistna kobieta, jedynym powodem tamtego jej wpisu to trawiąca ją zazdrość…

  11. 21/02/2009 8:11 pm

    Mi się wydaje, czy deklarowałeś moją swobodę działań tutaj?

  12. 21/02/2009 8:12 pm

    Ok, w takim razie zredaguję to sprostowanie inaczej.

  13. 21/02/2009 8:27 pm

    Sprostowałas w komentarzu… to wystarczy

  14. 21/02/2009 8:28 pm

    Notka ze sprostowaniem traci sens

  15. 21/02/2009 8:39 pm

    Kil, nie mam możliwości sprawdzenia, jak jest. Niemniej muszę brać pod uwagę, że sprzeciw jest słuszny. Na miejscu autorki też nie chciałabym być cytowana treścią, której nie pisałam. Wierzę, że Ty byś tego nie poprawił i Tobie by wisiało, gdzie co o Tobie zmyślają.. ja mam kurna inaczej niestety. Wybacz.

  16. 21/02/2009 9:38 pm

    Szukam tej mojej rzekomej reklamy czy też linku do siebie na blogu MOlekułki i w żaden sposób nie mogę znaleźć. A chciałam sobie wyrobić jakąś opinię, żeby przynajmniej wiedziec, na jaki temat prowadzę mój zawistny spór. A przecież mozna sprawdzić jakoś, skąd konkretna treść się pojawia, np. IP. Moje jest dosyć chrakterystyczne i wyświetla się nazwa providera blueyonder, więc pomyłki nie będzie. Tyle, że nadal nie mam pojęcia, co „ja” tam u Molekułki miałabym napisać. Okropnie nie lubie takich klimatów, uciekałam przed nimi przez dwojga nazw kanał i o! Daleko nie uciekłam:((

  17. 21/02/2009 9:48 pm

    Wpis jest zalinkowany w sprostowaniu, ale trzeba się zalogować, żeby go przeczytać. Brzmi/wygląda tak:

    To po prostu jedna wielka kpina i skandal!
    Przeczytaj ten artykuł – i Ty Autorko tego bloga i Ci, co uważają, że tu wogóle był jakiś konkurs!

    http://www.nowakowska.pl/teksty/

    ~SCANDAL, 2009-02-14 15:46

    Ja się Państwu odkłaniam na dziś.. ufnie ‚pozostając w nadziei’, że reklama jest rzeczywiście sponsorowana przez nadgorliwego czytelnika, nie przez autorkę tekstu. Nie jestem w stanie ustalić, jak było, zatem przejdźmy nad „sprawą” z uśmiechem.. w końcu to nadal tylko blogi :)

    dobranoc

  18. 21/02/2009 10:06 pm

    Oj, dziękuję serdecznie! Uff, no to ja mam przynajmniej tę ulgę, że nikt nie podszył się pod moj podpis:). Zawsze i wszędzie podpisuję się, więc ci, co mnie znają wiedzą, że to nie ja. Myślę, że komuś nie przeszło przez myśl, że może mnie wkąpać w dwuznaczną sytuację toteż nie mam żalu do SCANDALA, kimkolwiek jest.
    A, dobra nauczka, żeby pilnowac swojego nosa i nie zajmować się konkursami, ocenami i innymi aferami:))
    Salut i dobranoc

  19. wodasuczaju permalink
    22/02/2009 5:08 pm

    „ps. Wodo, blog jest wspólny, nie faceta – dzięki za uwagę.”
    Zauważyłem Morfi; i nawet wyrażę radość, że ogarnęłaś biust i dałaś notkę, pod którą mogę się wpisać (nie komentowałem jeszcze dzisiaj i zaraz eksploduje;)
    „Na krytykę, taką z prawdziwego zdarzenia, też trzeba sobie zapracować. Molekułka, która nieoczekiwanie stała się bohaterką epopei przywoływanej tu już kiedyś Defendo, czy niejakiej Anny Marii Nowakowskiej, została “krytyką” zalinkowanych wprowadzona w błąd. Ma prawo teraz uważać, że jest popularna, godna dokonywania na sobie sekcji zwłok i lobotomii”
    Trochę przedobrzyłaś z tym wzrostem samooceny Molekułki wywołanym „niezasłużoną” krytyką. Może ona wcale nie zna Defendo? może (o zgrozo!) nie zdaje sobie sprawy, że jest to czynnik opiniotwórczy i nie doceniając dowartościowania jakie ją spotkało dalej bez ekscytacji, ale szczęśliwa prowadzi swój literacki blog roku?
    Ta krytyka przypomina pretensje do garbatego, że ma proste dzieci. Skoro jest kaleką to powinien zaszyć się gdzieś w kącie, sfrustrowany jak Pan Bóg przykazał, ku zadowoleniu zdrowej tkanki społecznej, a nie tak bewzstydnie afiszować się ze swoją radością z życia.
    Też dziękuje za uwagę;

  20. 22/02/2009 5:22 pm

    Pisanie w biegu i pod przymusem nie koresponduje z precyzją. Zresztą, pisanie na wolnym ogniu, w moim przypadku też niewiele bardziej jest precyzyjne ;) Ale.. mimo wszystko.. nie napisałam, że Molekułka uważa się za.. ect. Ma prawo tak się uważać. To różnica, której będę bronić;) Miałaby prawo, gdyby chciało jej się zajrzeć do jakiejś tam krytyczki jednej z drugą, a na pewno nie traciła na to czasu. Mało tego. Dodam, że czytelnicy Def mają prawo uważać literackie popisy Molekułki za godne jakiejś szczególnej uwagi, skoro tyle emocji i słów na omawanie rzeczonych ( przecież nie tylko u siebie, echa wkurwu Piurny można poczytać i na ościennych blogaskach – im blogasek bardziej dresiarski, tym luźniejszy spust z języka ;) ) ich guru wyrzuciła z siebie.
    Mnie bawi na przykład kontrast atencji okazywanej przez Defendo Kornelce czy Molekułce w zestawieniu z ucieczką od odpowiedzi Telemachowi (i nie tylko jemu), który zapędził jej bzdurną dedukcję w kąt i przyparł niejako do muru, pod którym Def ma już tylko możliwość pisnąć, że pierdoły napisała w ogólnie zaproponowanym przez siebie temacie ;)

    Może ona wcale nie zna Defendo? może (o zgrozo!) nie zdaje sobie sprawy, że jest to czynnik opiniotwórczy i nie doceniając dowartościowania jakie ją spotkało dalej bez ekscytacji, ale szczęśliwa prowadzi swój literacki blog roku?
    Ta krytyka przypomina pretensje do garbatego, że ma proste dzieci. Skoro jest kaleką to powinien zaszyć się gdzieś w kącie, sfrustrowany jak Pan Bóg przykazał, ku zadowoleniu zdrowej tkanki społecznej, a nie tak bewzstydnie afiszować się ze swoją radością z życia.

    Dokładnie tak, więc powtarzać innymi słowy nie trzeba. Subtelnie wyważony cynizm ;)

    Pozdrawiam.

  21. wodasuczaju permalink
    22/02/2009 11:07 pm

    „nie napisałam, że Molekułka uważa się za.. ect. Ma prawo tak się uważać. To różnica, której będę bronić;)”

    Nadinterpretacja z mojej strony, ech… na siłę chciałem znależć jakieś „ale”;
    Wypunktowałaś wszystko celnie odzierając z ornamentów podszyte fałszywą troską słowa. Nie pozostaje nic innego tylko się z Toba zgodzić, nie po raz pierwszy zresztą, o ile się nie mylę co do Twej osoby;
    Odpozdrawiam cały zespół redakcyjny;

  22. 22/02/2009 11:19 pm

    morfi..

    nic dodać nic ująć.. Popieram!

    Serdeczności

  23. 23/02/2009 11:14 am

    Spokojnie, Woda, szukaj – nie jestem z opcji, która idąc na łatwiznę pozornego bycia poza zasięgiem krytyki przyjmuje założenie, że nie można krytykować krytykującego. Każdy tekst można zweryfikować wedle kryteriów, jakim powinien sprostać. Umniejszanie jednych i jednoczesne wynoszenie na szczyty innych (vide: armata wycelowana w komara), nie skutkuje realną rewolucją, jest jedynie mantrą powtarzaną przez „rewolucjonistę domowej roboty” ;)

    Swoją drogą.. ponoć prawdziwa cnota krytyk się nie boi, a Defendo znów usunęła a u t o m a t y c z n i e pinga w kilkadziesiąt minut po pojawieniu się tego tekstu. Dokonała weryfikacji :) Szkoda, że nie własnej treści, a jedynie tego, czy ten tekst jest dla niej dobrą reklamą, czy trzeba pilnie usunąć wszelkie ślady po jego zaistnieniu – u siebie. Strasznie wybiórczo Piurna traktuje blogi i autorów, których nie warto polecać. Ping do mojego tekstu, w którym odnalazła wystarczającą pochwałę dla własnych treści, zostawiła. Ten usunęła. Na tle jej natrętnego (trzykrotnego) reklamowania się na blogu, który ponoć jest śmieciem (Poezja Prowincjonalna), skroiła sobie piękną pierwszoplanową karykaturę. Kolejny raz: gratulacje. Ech…..

    Ukłony.

  24. 23/02/2009 11:18 am

    Witam Witka ;)
    Bosek, tak z czystej ciekawości.. jak tutaj trafiłeś?

    Serdeczności wzajemne.

  25. Giocoletto permalink
    25/02/2009 2:15 pm

    Ho, ho, a ja nawet nie znałem do wczoraj wyników tego konkursu LOL.
    Jazda zrobiła się większa, niż sytuacja tego wymaga :).
    Pozdrawiam.

  26. 25/02/2009 2:24 pm

    LOL
    Giocoletto istnieje jednak!

    ;))

    Zawirowania osobiste spowodowały zaniedbania i zaniechania u flanelkowej morfi.. aż strach się odezwać po tak długiej przerwie i coś do egunowego ucha szepnąć.. ale zaryzykuję, jak się otrzepnę nieco z dzisiejszej porcji nikomu niepotrzebnej roboty ;)

    Odpozdrawiam – Eguna takoż, proszę przekazać i wyprosić dla mnie szczyptę łaski pańskiej ;)

  27. Giocoletto permalink
    25/02/2009 2:38 pm

    A jakże – istnieję!
    Egunem proszę się nie przejmować, on już tak ma, że musi postękać.
    I przepraszam za OT, bo zaśmiecam tę ciekawa notkę.
    Pozdrowienia.

  28. 25/02/2009 4:30 pm

    Giocoletto, tu nikt niczego nie zaśmieca.. tu jest kawiarniana pełna kultura i kilka stołów z powyłamywanymi nogami, krzesła dawno rozkradli łobuzy jakieś (a ostrzegali nas kiedyś, żeby wpuszczać tylko klientów w krawatach, bo tacy – powszechnie wiadomo – mniej awanturujący się są).

    :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: