Skip to content

Blog Procesa po raz drugi (część 1)

03/03/2009

Zrobiłem dziś porządek w moim google readerze, za dużo się tam śmiecia nazbierało. Skasowałem subskrypcje kilkunastu blogów, które zaprenumerowałem w czasie, kiedy dopiero zaczynałem interesować się blogami. Zrobiłem to bez żalu, i tak były dawno martwe.

Wygląda na to, że przeciętny blogujący traci zainteresowanie tą zabawą po roku, góra dwóch. Pewna pani, którą czytałem od bardzo dawna, przestała pisać, kiedy w jej życiu pojawił się ktoś nowy… nie przestała tak od razu, ale wpisy pojawiały się rzadziej i rzadziej… a teraz już od kilku miesięcy nie pisze kompletnie nic. I właśnie tak umiera w nas duch blogera. Nie od razu, nie jedną decyzją. Świat wirtualny, któremu na krótko udało się zdominować naszą świadomość przegrywa z tym realnym. Powoli traci na atrakcyjności, przestaje nas ekscytować – w miarę tego, jak zaczynamy sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę nie daje nam nic.

Rzecz jasna są tacy, co tkwią i tkwić będą w złudzie wirtualu po kres swoich dni. Tacy jak ja. Tacy, co wiedzą, że żaden z jutrzejszych dni, nic już nowego nie przyniesie…

I tacy jak Proces, co już bezpowrotnie zatracili wszelki dystans do wszystkiego, co się z netem wiąże.

Wspomniałem o Procesie nie bez przypadku. Przeglądając moje subskrypcje nadrobiłem zaległości w czytaniu jego bloga. Dawno u niego nie byłem, a od czasu kiedy napisałem o nim notkę, Proces opublikował siedem wpisów. W dwóch pierwszych oderwał się od tematów okołoblogowych. Zupełnie tak, jakby wziął sobie do serca moje gadanie i zapragnął napisać coś, co wykraczałoby poza jego zwyczajowe przynudzanie. Niestety, te dwie notki pewnie są najgorszymi, jakie popełnił w swoim życiu. Nie napisał w nich nic, czego by już ktoś wcześniej gdzieś nie opublikował. Zaprezentował własne zdanie w poruszanych kwestach i tyle.

Tak to jest z blogami zajmującymi się bieżącymi zdarzeniami. Wszystko, czego możemy się z nich dowiedzieć, to to, co autor myśli o tym, czy owym. Tylko kogo to właściwie obchodzi? Żeby pisać naprawdę interesujący blog – powiedzmy polityczny – trzeba mieć dostęp do informacji. Trzeba wiedzieć coś, czego nie wiedzą inni, wtedy można błysnąć, nie zanudzając czytelników powtórkami tego, co już w porannych wiadomościach zostało powiedziane.

Ale wróćmy do Procesa. Energii na powtarzanie wiadomości z pierwszych stron gazet wystarczyło mu na dwie notki. Potem powrócił do tematów okołoblogowych i jego dwa następne wpisy mogę z czystym sumieniem polecieć każdemu.

Kryzys zaczął się z notką „Nasza klasa na blox.pl” . Nie można oprzeć się wrażeniu, że jedynym powodem, dla którego powstała, było przypomnienie czytelnikom po raz tysięczny, że niedobra Agora zamknęła blog Procesa.
Nie wiem, czy wśród czytelników Procesa jest jedna osoba, której byłby dany choć cień szansy na zapomnienie o tym fakcie. Jeśli taka się zgłosi, gotów jestem przelać na jej konto 100 zł. Wbrew pozorom, to nie jest mała suma – znam miejsce w Warszawie, gdzie za pięć dych robią laskę. Jak ktoś nie jest z Warszawy, niech sobie kupi bilet na pociąg osobowy, przyjedzie, a laska wyjdzie mu za friko. Warszawiacy mogą sobie postawić dwie laski. No cóż, mieszkańcy stolicy zawsze byli uprzywilejowani.
Tak więc nocia bez tej informacji miałaby nawet ręce i nogi, tyle że gdyby nie ona nigdy by nie powstała.

Potem było tylko gorzej. Przerośnięty mózg Procesa kazał mu popełnić dwie notki , jakby to powiedziała koleżanka Insomia, kompletnie od czapy. Żeby o nich napisać, mój mózg potrzebuje około 200 słów. Na nieszczęście ta notka ma ich już blisko 500. Przeciętny człowiek na przeczytanie 500 słów potrzebuje około minuty. I to jest właśnie czas, przez jaki normalny zjadacz chleba może skoncentrować się na jednej czynności. To wcale nie jest krótko, kiedy oglądam wieczorem telewizję, na jednym kanale spędzam około 15 sekund. Więc jeśli notka będzie dłuższa, ośmiu na dziesięciu czytelników przeczyta tylko jej początek i koniec, czyli przeoczy meritum.

No cóż, musicie mi wybaczyć, nie mam innego wyjścia jak dokończyć ją jutro…

Reklamy
21 Komentarzy leave one →
  1. 03/03/2009 12:46 pm

    No nieeeeee… nie będę „dyskutować” i tu na ten temat ;P Zwłaszcza, że zdajsie wiem, kto stał się przyczynkiem do poczęcia tej notki.. ulegasz tym dziwnym kobietom, jak mało kto.. w dodatku kobietom, dla których Wirtual rzeczywiście jest niemal całym światem – takoż Proces i jego, powiedzmy, okolice Loginowe. No, ale skoro ja mam słabość do facetów – w tym do Ciebie – to powiedzmy, że jest remis ;)

    Przy okazji, ostatnio trzepnęła mnie w czoło pewna – nazwijmy to tak na upartego – refleksja. Skoro już wiadomo ogólnie, że Pracuś smęci tylko o Agorze i kasowaniu, to.. po kiego go czytać zarzucać co chwila, że smęci tylko o Agorze i kasowaniu ? To takie.. bez obrazy.. smęcenie wtórne, lepiej poszukać nowych zarzutów, zamiast przyjmować jego powtarzalność ;)

    Uff! A już się bałam, że będę musiała się dzisiaj przyłożyć do przyłożenia czyimś literkom.. dobrze, że coś naskrobałeś :)

  2. 03/03/2009 12:58 pm

    A teraz ogólnie, co do blogowania i zatraceń..

    Zapewne blogi, które Ty lubisz odwiedzać, działają właśnie na takiej zasadzie. Pamiętniki i szczere wylewanie żywota swego, czasem marnego i samotnego, to ersatz. Czasami swoista psychoterapia, czy wręcz szukanie w sieci kogoś, kto odegna smutki i być może wyjdzie poza Wirtul. A gdy już wyjdzie i życie stanie się kolorowe, to myk!, nagle nie ma po co i do kogo tutaj przychodzić. To jedna z przyczyn, dla której nie interesują mnie tak pisane blogi. Ich twórcy są interesowni, łakną uwagi. Egoistycznie korzystają z przyciągania „życiowymi” treściami określonych – często także pogubionych kompletnie w Wirtualu – czytelników, a potem, gdy garnek ze złotem wygeneruje tęczę, mają tychże czytelników (ponoć tak kochanych i bliskich im) głęboko w czterech literach. Trudno więc nazwać mi tych pisaczy szczerymi. Przeciwnie. Wiedzą dokładnie, jak wykorzystywać pozorowane dawki szczerości, by przywiązać stałą grupę wsparcia do swoich literek. Innymi słowy: wiedzą, jak się ustawić ;)

    Nie zapominaj jednak, że są blogopisacze także inni. Którzy nie leczą tu samotności i nie piszą w celu wyłowienia z tłumu kolejnej kozetki ;) To tak w ramach doprecyzowania ;P

  3. Insomia permalink
    03/03/2009 1:10 pm

    Jezu.
    Wspomniałeś o mnie w notce. Jeszcze nikt nigdy o mnie nie napisał.

    Jak chcesz to Ci się oddam. :*

  4. 03/03/2009 1:20 pm

    No masz.. mi nikt takich propozycji nie czyni, szlag! Kil, zgłoszę się do Ciebie na praktyki chyba..

    ;)

  5. 03/03/2009 1:30 pm

    Insomia… już żałuje, że wspomniałem Twojego nicka.

    Idz lepiej trząść tyłkiem na zbiorniku.

  6. Insomia permalink
    03/03/2009 1:38 pm

    Foch gigant., przesrałeś sobie Kilmore.

  7. 03/03/2009 1:46 pm

    Miłość od pierwszego.. wspomnienia :D:D

  8. 03/03/2009 2:02 pm

    Mylisz się Morfi, za moim pisaniem nikt nie stoi, tematy znajduje sobie sam.
    Nie piszę na zamówienie, a jedynie z potrzeby pisania.

    Procesa nie czytam a czytuje. Gdyby nie dwie notki o Rokicie i Durczoku, mój wpis nigdy by nie powstał. To one mnie zainspirowały. Opublikował je zaraz po tym kiedy napisałem, że jest nudnawy pisząc wciąż o tym samym
    To miłe jak ludzie biorą sobie do serca twoje uwagi.

  9. 03/03/2009 2:16 pm

    Kil, nie o „na zamówienie” mi szło.. ale to nie na dyskusję tutaj. Poza wszystkim.. nic tak nie zaognia statystyk i podglądactwa, jak spekulacje na takich blogach.. ile mają wspólnego z rzeczywistością, najmniej tu ważne.

    Procesa nie czytasz.. i z tego nieczytania powstała notka wymagająca podzielenia na dwie.. no,no.. strach się bać, co by było, gdybyś czytał jednak ;) Coś się tak usztywnił przy wtorku, a nie w rozporku ? ;>

    Do potem :)

  10. 03/03/2009 2:35 pm

    Kiedyś bardzo ekscytowałem się ilością odwiedzin na moich blogach.Lubiłem wiedzieć skąd czytający przychodzą, jak często wracają, i ile czasu spędzili czytając moje słowa.
    Ale to było dawno, w tej chwili już mi kompletnie na zależy na ilości odwiedzin, Co za różnica czy przez blog przewinie się 10 czytelników czy 1000, to i tak nic jeśli porównać by to do ilości osób oglądających telewizje, czy czytających gazety. Blogowanie to zawsze będzie działalność niszowa.

  11. Ten Trzeci permalink
    03/03/2009 3:32 pm

    Kilmore – wydaje mi się, ze cokolwiek by nie mówić, publikując, zawsze liczymy na choć niejakie zainteresowanie. Potrzeba pisania piękna rzecz, ale gdyby jeno o nią chodziło, to można przecież pisać sobie na OFFline’ie i magazynować pliki na dysku ;-).

  12. 03/03/2009 3:45 pm

    To prawda, piszę właśnie tu, bo jednak ktoś to czyta. Chodziło mi tylko o to, że ilość czytelników nie ma aż takiego znaczenia jak to się niektórym wydaje. Ilu by ich nie było, to i tak będzie ich tyle co nic.

  13. 03/03/2009 4:26 pm

    To prawda, piszę właśnie tu, bo jednak ktoś to czyta.

    Oczywiście, że czyta. Notatki o mnie czytam bardzo pilnie. I – niczym Murzynek Bambo ze swej pierwszej czytanki – uczę się pilnie.
    Za moich dziecinnych czasów Murzynek Bambo był lekturą w podstawówce, dziś jest prezydentem USA.

  14. 03/03/2009 4:50 pm

    Widzisz, świat się zmienia, tylko Ty robisz wrażenie jakbyś ciągle jeszcze tkwił w poprzedniej epoce…

  15. 03/03/2009 6:33 pm

    Wiesz, Kil.. jak się pisze o innych, to mimo wszystko poczytność gra dużą rolę – choćby weryfikuje, czy to pisanie ma sens. Wahania w liczbie odwiedzin poszczególnych wpisów pokazują, czy poszło się w przesadę, czy może użyło jednak za małej ilości przypraw i zaczyna się robić zbyt mdło, nieciekawie. Uważam, że takie blogi istnieją tylko po to. Zresztą, zgodziłam się tu pisać właśnie po to, by obserwować reakcje, głównie te wymierne. Z satysfakcją obserwuję, że jednak nie ma to, jak skurwysyński kopniak w tyłek (najlepiej, jeśli merytorycznie uzasadniony, bo samo kopanie dla kopania kończy się, jak pierwszy etap żywota Totemek, które teraz są głównie smęceniem dwóch babeczek przy robótkach ręcznych i zapisem ich gg w komentarzach) – słodzenie cieszy się dwu- trzykrotnie mniejszą popularnością. W sumie to przyjemnie mieć świadomość, że niektóre prawidła wciąż rozpychają socjologiczne buty..

  16. 03/03/2009 9:00 pm

    No zobacz Morfi, Ty o toteramach, a ja akurat o nich napisałem w drugiej części dzisiejszej notki…

    Pozwolisz więc, że nie będę rozwijał tematu, bo nie chce spalić tego co jutro…

  17. 03/03/2009 9:02 pm

    No wiesz.. nie jestem jasnowidzem, raczysz wybaczyć?

  18. 03/03/2009 9:14 pm

    A kto Cię tam wie… :)

  19. 03/03/2009 9:19 pm

    Przynajmniej wyszło na jaw, że się nie zmawiamy co do publikacji ;P

  20. 04/03/2009 3:06 pm

    A ja lubię Cię czytać, gdziekolwiek piszesz i słuchać cokolwiek do mnie mówisz :)
    Droga ta laska w Warszawie. Na placu obok mnie stawki są niższe- podobno 40 złotych…;-)

  21. 04/03/2009 4:08 pm

    No cóż, to są te minusy mieszkania w stolicy… :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: