Skip to content

Czasem słońce, czasem deszcz

11/03/2009
by

Dziś akurat słońce. W przeważającej większości. I za oknem, i w oknie monitora.
Ponoć powinnam iść za ciosem, ale ja rzadko robię to, co powinnam. Więc nie pójdę. Przespaceruję się po kolejnych miejscach, które lubię nawiedzać sobą.

Sadoq, który wrócił po długich miesiącach do pisania bloga, rozwija powoli skrzydła. Żal mi nieco dawnej ich rozpiętości, poprzednie blogi zawierały co najmniej kilka ciekawych myśli i dyskusji w komentarzach. No cóż.. trudno, czasu nie wrócim.
Co mnie fascynuje w literkach tego akurat blogopisacza ? Niewielu dzisiaj potrafi – nie szczędząc emocji słowom – zachowywać proporcje między merytorycznym sporem i niebezpiecznym skrętem w lewo od rzeczonego, na dzikie stepy personalnych pseudoargumentów, które miałyby rzekomo pokopać kostki oponenta i rzucić go na deski. Zachowane proporcje stosunkują się tak mianowicie, że pierwszego jest sto procent, drugiego procent zero koma zero. Szacunek.
Drugą umiejętnością nabytą przez Sadoq’a jest brak usilnej potrzeby klasyfikowania komentatorów na tych głupszych, co się nie zgadzają z postawioną wpisem tezą i mądrzejszych, świadomych, zgadzających się bez zastrzeżeń.
Dzięki tym dwóm stałym, jak i sporej wiedzy piszącego, intelektowi, otwarciu na odmienne poglądy, celnym ripostom (celnym, bo Sadoq umie się wsłuchać w ścieżkę argumentacji oponenta), ciekawości świata, dystansowi do siebie.. i mogłabym wymieniać chyba długo.. Sadoq jest jednym z najciekawszych znanych mi rozmówców blogowych. Chylę czoła także przed Jego wartościowaniem – mimo, że niektóre argumenty otrzymane w rozmowach prywatnych mógłby śmiało użyć, gdy wzrasta tempo i poziom dyskusji publicznej – nie sięga nigdy po to, czego świadom jest dzięki nawiązanej znajomości.
Co więcej? Nie unika słownych konfronatacji i podejmowania trudnych tematów. Ale nie stroni także od lekkich zachwytów nad codziennością, przeszłością i przyszłością. Przy Jego stoliku jest miejsce i na gorące dysputy, i na leniwą popołudniową jaśminową herbatkę. Przekraczając próg Jego mieszkanka, nagle doznaje się tej wspaniałej świadomości oddychania powietrzem, które.. nic nie musi, a wiele jeszcze chce.
Jeśli komuś wydaje się, że zachwytom nad Sadoq’iem folguję przesadnie zapewne w związku z sugerowaną wyżej znajomością nie tylko wirtualną – jest w błędzie. Z niewieloma osobami różni mnie aż tyle poglądów, założeń i wniosków, ile z nim właśnie. Może dlatego tak uwielbiam nasze rozmowy. Choć głównie obramowane są w tarcia, to barwne płótna zamknięte konkretnie tymi ramami, uważam za bezcenne dzieła sztuki.

Skoro o dziełach sztuki, to przejdę swobodnie do drugiego zaproponowanego dziś przeze mnie bloga.
Pan Witold Skaczkiewicz porwał się na rzecz, moim zdaniem, dość karkołomną jak na publiczne miejsce, dostępne wielu niedowartościowanym czytelnikom, którym ich własna niedojrzałość nie pozwala na spokojne delektowanie się tekstami Anielskich Wersetów.
Przełożenie wprost słów pisanych przez Witka na łono biblijnych konotacji, skutkuje poczuciem obrazy religijnych uczuć takich osób. Wiele tracą, bo gdyby potrafili w tym konkretnie miejscu teksty biblijne potraktować stricte literacko, mieliby niepowtarzalną okazję do wyłowienia myśli i wniosków, jakie sama treść Biblii, bez kontrastu dawanego Anielskimi Wersetami, rzadko pozwala im odnaleźć.
Dlaczego o tym piszę? Bo blog Witka – ten akurat Jego blog – zakłada moderację komentarzy. O ile tego rodzaju cenzura budzi moje wątpliwości – choć w żadnym wypadku nie krytykuję takowej, gdy jest założeniem programowym miejsca, z którego nie wypływają nigdy żadne personalne wylewy i ulewy , a zalany w moderacji i cięciach widzi najbanalniejszą z  możliwych ścieżkę obrony przed odpowiedziami na to, co robi – o tyle na blogu Witka taką cenzurę uważam za nie tyle usprawiedliwioną, co wprost: niezbędną. W przeciwnym razie niedojrzali intelektualnie przechodnie zalaliby to miejsce wiadrami pomyj. Im bardziej religijni i urażeni obrońcy świętości, tym pomyje bardziej strawione kwasami.
Witek – moim zdaniem – znalazł złoty środek, a o to nie jest wcale tak łatwo, jakby się wydawało. Nie unika konfrontacji swoich propozycji słownych z rzeczowymi wypowiedziami rozmówców, nawet dalece odcinających się od zamieszczonych tam treści, a jednocześnie nie pozwala na rozmycie tychże treści w strugach kwaśnego deszczu.
Ukłony w stronę omawianego piszącego – zarówno za trzymanie się ustalonych założeń, jak i za całokształt przedsięwzięcia. Jest powiewem świeżości w powtarzalnej w swych obrotach karuzeli blogosfery.
Witek odważnie operuje słowem, nie boi się kontrowersyjnego zestawienia formy sugerującej dość ostentacyjnie, wręcz prowokacyjnie, źródło bazowe Wersetów. Czytając, ma się poczucie, że autor dojrzał do konkretnie takiej właśnie, nie innej, formy napisanych słów. Czuć też, że dojrzewanie to było bolesne, ale dzięki temu uodporniło piszącego na wszelkie przeziębienia wynikające z potencjalnych.. opadów. Dzięki temu – także – autor nie musi całej swojej uwagi skupiać na zamieszczanej w odcinkach treści, a gotów jest uważnie słuchać, jakie myśli i emocje rodzi ona w czytelnikach.
Przyznaję, że niewiele blogów – i piszących je blogerów – zrobiło na mnie ostatnimi miesiącami tak ogromne i pozytywne wrażenie, jak Anielskie Wersety. W ciemno mogę polecić wszystko, co zostanie tam jeszcze umieszczone. A jeśli w tej ciemności sobie guza nabiję o kant jakiego Kanta, to.. ja już się z Panem Witoldem rozliczę za koszty leczenia krwiaka ;)

Tyle słońca, teraz mżawka..

Wszystkich schodzących się tutaj w celu rozliczania Morfi za poczynania flamenco_night informuję, że od tej pory schodzą się tylko i wyłącznie dla poczucia wykrzyczenia swoich racji. Oczywiście, są to racje święte, jedynie słuszne i niepodważalne.. dlatego też podważać ich Morfi nie będzie. Służę wygodnym fotelem z napisem nie otwierasz gęby, bo wiesz, że nie masz argumentów – siadajcie w nim wygodnie, a nawet komara przycinajcie.
TU jest blog Kila i Morfi. Jeśli ktoś ma problemy z orientacją w terenie i błądzi tutaj z rachunkami wystawianymi jakiemukolwiek innemu nickowi, to niech wytrzeźwieje i nie robi burdelu w kuchni Kila. On nie ma z tym nic wspólnego i nie jest od stawania po czyjejkolwiek stronie, czy komentowania ech ulicznych bójek, w dodatku ech pałętających się pod Jego wpisami. Wypada Go uszanować zdajsie. Mieć odrobinę cywilnej odwagi, by z rozliczankami iść tam, gdzie na ich kredyt flamenco_night kupuje towary nie z półek PK pochodzące. Nie mamy wspólnoty majątkowej, by rozliczać sprawy jednostki w miejscu pracy dwojga. Zwłaszcza, gdy uważa się Kila za porządnego znajomego.
Nie wiem, jak zareaguje (bądź zareagował – po opublikowaniu muszę wybyć na resztę dnia poza Wirtualandię i nie zdążę już przed wyjściem przeczytać i ew. odnieść się do przeczytanego stanowiska szefa ), jest to Jego osobista sprawa, mi nic do tego, nie zamierzam wyłudzać po chamsku pokrętnie rozumianej lojalności wobec wspólnika.
Z mojej strony natomiast: koniec tematu.

Advertisements
26 komentarzy leave one →
  1. 11/03/2009 2:31 pm

    To bardzo miłe, gdy to, co jest ważne dla mnie, okazuje się być ważnym i dla innych.

    Serdecznie dziękuję za bardzo miłe słowa.

    Ciepło pozdrawiam

    W.S.

  2. Insomia permalink
    11/03/2009 5:00 pm

    A dlaczego to jest zamieszczone jako notka neutralna. Nie macie kategorii dla notek w których chwalicie blogi, Widziałam kategorię zjebki, a dla dobrych blogów nic nie ma.

  3. 11/03/2009 7:07 pm

    Witku, nie ma za co, Twój blog broni się sam. Odpozdrawiam równie ciepło.

  4. 11/03/2009 7:09 pm

    Insomia, masz rację, dziś dopadło mnie to samo pytanie – ja po prostu wybierałam dotychczas z kategorii udostępnianych przez Kilka, ale zaraz to naprawię i dodam własne kilka centów w temacie ;)

  5. 12/03/2009 8:35 pm

    Morfi,

    Miły ten rumieniec co mi wykwitł.

    Serdeczności

  6. 12/03/2009 11:10 pm

    No masz.. i teraz jeszcze wykwity skórne lic będą na karb win moich nałożone.. nie wypada mi nie przyjąć ew. pokuty ;) Niestety, Witku, winien jesteś poruszenia myśli wielu osób, więc do wykwitów musisz się przyzwyczaić, albo je sobie samodzielnie wyperswadować..

    ukłony

  7. 13/03/2009 12:13 am

    Morfi..

    …sądzisz, że czeka mnie wielka przyszłość? Sądzisz, że ci poruszeni nie pochylą się, i nie podniosą, i nie rzucą? A w najlepszym razie… że nie oplują?

    To takie niecodzienne, ze ktoś komu poruszasz szare komóry, powie: nie mam ci tego za złe! Dlatego wiedziony instynktem, i doświadczeniem, wypuszczam rumieniec – kamuflaż, z nadzieją, że poleci w moją stronę mały kamień a nie cegła.

    Ciepło pozdrawiam

  8. 13/03/2009 12:31 am

    Wiesz.. Pisząc, warto się liczyć z tym, że ostatnim i najwdzięczniejszym (w obydwu słowa tego znaczeniach) czytelnikiem Twoich słów będziesz.. Ty sam. I – co najważniejsze – jeśli na koniec dojdziesz do wniosku, że to właśnie Ciebie te słowa nauczyły najwięcej i umiałeś się w nie wsłuchać, miast narzucać im znaczenie, to osiągniesz najwięcej, na ile liczyć może człowiek. Wewnętrzny dialog z ciekawym partnerem. Ciekawym, bo umiejącym przyjąć dowolny punkt widzenia bez potrzeby narzucania go reszcie świata. Posiadając głębokie przekonanie o czymkolwiek jednocześnie będziesz umiał użyć najcelniejszych argumentów, by zbić własne tezy. Takie czterowymiarowe szachy to wspaniały trening odmładzający szare komórki i otwierający oczy na nieskończone horyzonty. A horyzonty bywają piękne..

    Co do kamieni.. gdy się przed nimi nie kulisz, traktują Cię z respektem, dodając Ci siły zawartą w nich energią rzutu ;) Kamień kamieniowi krzywdy nie zrobi. I bynajmniej, nie o chłód i martwotę tu chodzi. Zawsze można stać się krzemieniem i pałać ogniem trawiącym ;)

    Serdeczności.

  9. 13/03/2009 12:35 am

    A gdybyś wątpił.. ja nie (z)wątpię.. czytam Twoje myśli w różnym tempie, różnymi interwałami czasowymi i w różnej sekwencji.. nie sądzę, by logarytm możliwości dawał liczbę mniejszą od wystarczającej na pełnię Twojego przekazu.. zatem na końcu spotkasz i mnie;)

  10. 13/03/2009 1:13 am

    Morfi,
    jakże miło.

    Musisz jednakże wiedzieć, że ja jestem artystą. Lecz nie takim facecikiem w pelerynie i berecie, czy obcinającym sobie ucho.

    Jestem artysta i z wykształcenia, i z wieloletniej „formacji”.

    Jestem artystą dziwakiem, gdy mi przyniesiono jakieś papiery do wypełnienia do pierwszej polskiej edycji „Kto jest kto”, wrzuciłem je do śmieci. Nie dlatego, by się postawić, tylko dlatego, że tam wpisywano wszystkich absolwentów ASP.

    Koszmarny błąd popełniłem. Wielokrotnie później pokazywano mi w tym dziele dosyć kiepskawych kolesiów, niby nie chcący pokazując – ze mnie tam nie ma.. :)

    Ale skoro tak to cóż mi pozostało?

    Odpowiadam: Udawać, że się rumienie.

    Jestem artystą, i staram się traktować to co robię POWAŻNIE. A w takiej właśnie postawie leży brak możliwości jakiegokolwiek podlizywania się do SIEBIE czy KOGOKOLWIEK INNEGO.

    Jest również w tym wszystkim takie zdrowe przekonanie o własnej atrakcyjności, dla pewnej bardzo pogubionej warstwy…

    A do tego, Anielskie Wersety, to fantastyczna przygoda, o przeżyciu której marzyłem całe życie. :)

    Serdeczności
    w.

    Postscriptum,
    Oczywiście, internet dodaje niewiarygodne możliwości budowania LITERATURY, co z każdym odcinkiem zaczynam bardziej rozumieć.

    .

  11. 13/03/2009 1:34 am

    Masz rację, zapomniałam o tej płaszczyźnie. Artystycznej. Choć oczywiście istnieje ona w mojej świadomości odbioru Ciebie. Ustosunkowałam się do tego dialogu jedynie z pozycji blogera, choć oczywiście NIE w osobie Morfi zawaretego ;)

    Bezkompromisowość, ale i.. brak pewnej dozy dystansu w pisanym, bo przecież dzieło nie byłoby Twoje, gdybyś się z nim nie przeplatał.. tym cięższa sprawa jak na publiczny pręgież.

    Nadrobiłam wszystko,co do nadrobienia miałam, zatem jutro (nominalnie, wszak po północy już, więc czarne koty przebiegają dla treningu ulice w radosnym amoku mantrując piątek trzynastego! ;)) mogę poucztować u Ciebie w ramach premii :) Do zobaczenia, Witku.

  12. 13/03/2009 10:30 am

    Morfi…

    Czy Ciebie jest więcej niż jedna?/?
    A jeżeli tak, czy nie gubisz się w tym?

    Pozdrawiam serdecznie,
    w.

    Postscriptum:
    i,
    A wydawało mi się, że jeżeli cokolwiek w Anielskich Wersetach jest naprawdę warte zauważenia to właśnie owa ‚zapomniana’ płaszczyzna – artystyczna.
    ii,
    Zastanawiam się czy warto by było ujawnić nieco więcej intencji autora dotyczących właśnie koncepcji ARTYSTYCZNEJ Anielskich Wersetów.
    Jeżeli znajdzie się kto taki, kto zechciał by autora, czyli mnie przeegzaminować z tego czy wiem co robię a i dlaczego właśnie tak a nie inaczej to robię – zapraszam.
    iii,
    Zróbmy próbę – W powyższym celu, otworzę nową zakładkę w „O Anielskich Wersetach” – ‚Dyskusja o Anielskich’ Wersetach – niechaj tam stanę przed WAMI nago.

  13. 13/03/2009 11:25 am

    Ja zaś pragnę podziekować za tę notkę Morfi, dzieki której weszłam do Anielskich Wersetów i zostałam na dłużej. Wczoraj.
    Ucztowałam, wędrowałam sobie wśród zdań i obrazów malowanych słowami, było mi przyjemnie. Jakbym została zaproszona na dobrą kolację w eleganckim salonie. Smaki urozmaicone, dania wyrafinowane i wykwintne. Wśród nich gorycz, ale jadalna i przyjazna dla mnie.
    Ale – i to jest najważniejsze – pozostawiają ślad w sercu i w umyśle.
    Będę tam wracać i cieszyć się tym miejscem. Sama bym go nie znalazła, gdybym nie wchodziła tutaj. A wchodzę, bo mnie kiedyś Morfi kopnęła w kostkę:)) Czyli dobrze się stało (co nie znaczy, że prosze o więcej, łał, błagam, wystarczy:)).
    Zatem: miły uśmiech dla Morfi i rąsia dla Witka Werseciarza.
    Ania

  14. 13/03/2009 12:22 pm

    Powiem Ci, Witku, że celność Twoich odpowiedzi deprymuje moje szare komórki czasem..

    Odniosłam się tutaj – w komentarzach – głównie do Ciebie, jako do blogera prowadzącego dialog: ten ze sobą, ten z dziełem, ten z czytelnikami. Być może miało też na to wpływ zestawienie Ciebie w samej treści notki z blogerem, który właśnie na takim dialogu bazuje. Tylko na nim.

    Ale podświadomie, zarówno we wpisie jako takim, jak i w komentarzach pozostawianych na AW, traktuję Twój projekt właśnie tak – jako projekt artystyczny, który winien być odczytywany nie w ujmującym jego własnej wymowie świetle ew. konotacji, ale jako odrębna całość. Całość, dla której domyślne źródła – czy też inspiracje – mogą być jedynie kątami, pod jakimi szukać można kolejnych interpretacji, tez i antytez.

    Z nowej zakładki chętnie skorzystam i Cię przeczołgam.. żart, ale z całą pewnością zawierający ziarenko realnych zamiarów ;)

  15. 13/03/2009 12:27 pm

    A co do morfi..

    Jest jak najbardziej jedna i spójna. Tak jak jedna i spójna jest flanelka. Niemniej obie te postaci są jedynie produktami fabryki myśli osoby, która je napisała i rozwija. Nie przenosiłabym ich wprost na wspomnianą osobę, bo to prowadziłoby do konkluzji, że osoba ta jest bardzo niejednorodna i przeczy sobie co krok ;) Więcej. Konluzja – ta przy powyższym założeniu – byłaby prawdziwa. A jak wiadomo.. jeśli nie możesz znaleźć odpowiedzi, zmień pytanie – wystarczy przyjąć do wiadomości, że to postaci, by pozorny bałagan przekazu zniknął.

  16. 13/03/2009 12:29 pm

    Aniu – jeśli tak można..

    Cieszy mnie, że istnieją osoby umiejące odnaleźć właściwą perspektywę dla spojrzenia na treści wrzucane na PK. Szacunek i pozdrowienia :) Życzę dalszych każdych wrażeń z delektowania się różnorodnośćią smaków serwowanych na stole Witka :)

  17. 13/03/2009 12:35 pm

    Rąsia pani Aniu,

    zaczyna się to o czym marzyłem. Oto zaczynamy się spotykac – ludzie sobie obcy – lecz jak widze mający sobie cos do powiedzenia.

    Pierwsze i najwazniejsze to szacunek do INNOSCI cudzej pracy, do zauwazenia ATRAKCYJNOSCI innego niz swoje myslenia.

    Jakże ja mam dośc tych dziejących się w innych miejscach, dziwacznych przepychanek słownych, w których nie chodzi o nic, oprócz ekspozycji pochrzanionego ego mówcy.

    Mam wrazenie, że zaczyna się TU coś waznego. I ciesza mnie miłe słowa /przyjmuje je z wdzięcznoscią, lecz mając świadomosc kredytu…/ , lecz o wiele bardziej raduje mnie to, że, społecznie niska wartosc intelektu, spotyka tu wsparcie //chocby na zasadzie ‚też umiem czytać’// a dzieki temy nie staje sie perła rzucona przed wieprza…
    Tu perła staje się wartoscią klejnotu, a wieprz pieczenią. :)

    Serdecznie pozdrawiam

  18. 13/03/2009 1:15 pm

    Morfi,

    wybacz. To miało nieco adrenaliny wprowadzić do systemu. I niewatpliwie, być próbą skierowania uwagi z artysty, na dzieło.

    A to z czystego egoizmu.

    Jest oczywiste, // uwaga BIOGRAFOWIE :) // że nie wiem wszytskiego na temat Anielskich Wersetów.

    To wędrówka pod ramie ze Stefanem Dedalusem?, Odysem?, …? – lecz to nie takie istotne. Ważniejsze jest to, że każde pytanie postawione o Wersetach przybliża ‚je’, MNIE.

    Oczywiscie mam świadomość, że nawet zadawanie pytań nie łatwe. Bo materia dziwna, nowa…
    Lecz owe pytania, sa tworzenia ich – Wersetów – integralnym składnikiem.

    Gdyby było inaczej, z gotowym rękopisem w garści poszedł bym do wydawcy.

    Ciepło pozdrawiam

  19. 13/03/2009 1:25 pm

    Ok, zgoda, to ja nic nie napiszę.
    Znaczy z szacunku.
    chyba

  20. 13/03/2009 1:30 pm

    Tylko nie mówcie mi „pani”, jeśli mogę uprosić miłosierdzia:)))
    PK jest fajne, takie… czekaj, niech znajdę słowo. O – zaskakujące:)) Wprawdzie nie każde odniesienie pojmuję, bo do tego trzeba miec rozeznanie w blogosferze, ale co i raz wpadam na jakiś trop, dobra zabawa!
    To było do Morfi:)
    A do Witka:
    Też mnie ujmuje taka możliwość wymiany myśli bez konieczności wnikania w to „kto kim jest”.
    Kiedy czytam Wersety, to oczywiście jakoś sobie odruchowo wyobrażam ich autora, ale to jest zaciekawienie umysłem wyłącznie.
    Bywaj i do zobaczenia na Twoim blogu.
    Ania

  21. 13/03/2009 2:49 pm

    Szanowna Pani Aniu, mówiąc z miłosierdziem – Anno, :)

    zatem zapraszam.
    NIechaj to będzie twórczy kontakt – wyslij wici by ferment był wiekszy.

    Serdecznosci.

  22. 13/03/2009 5:35 pm

    O.. Jędz@.. to jest nas tu już dwie.. szpagaciary.
    Chyba.

    Pozdrawiających odpozdrawiam :)

  23. 13/03/2009 6:26 pm

    Szpagaciary? To taka figura?

  24. 13/03/2009 6:45 pm

    Czytując swego – nagnijmy nieco nomenklaturę – znajomego po blogu, niejakiego Procesa7, powinieneś był się zetknąć z tym terminem nawet na jego Wirtualnych Impresjach. Choć upierać się nie będę, a i szukać cytatu, na pewno, nie.

    Szpagaciara to Nick z rodzaju żeńskich, który nie opowiada się całą sobą za lub przeciw twórcy omawianego terminu.
    Na język polski, to będzie: musisz się zgadzać ze mną, z moimi tezami, z moimi antytezami i z moim widzeniem innych.. Nicków, jeśli nie chcesz zostać zaliczona do szpagaciar.
    Szpagaciara bezczelnie rości sobie prawo samozwańczej wybiórczości ocen, a lojalność rozumie wprost: jako celową, nie motywacyjną. Zapomniałabym – sz. śmie sama sobie dobierać znajomych i uśmiecha się, do kogo zechce.

    Na marginesie dodam, że mimo przyjmowanej przez cytowanego pozy obrzydzenia wobec szpagaciar, osoba stojąca za nickiem Proces7 darzy takowe raczej szacunkiem, acz musi akceptować ich wolną wolę i nie może liczyć z ich strony na stawanie murem za swoim cieniem.. co absolutnie nie jest na rękę, bo nie pozwala na zakładanie z góry reakcji na słowo pisane, mówione czy wykrzyczane z intencją słuchać sie_mie!!

    Miało być skrótem, ale.. jakoś tak humorek mam lekko rozkołysany, to poszłam w sonecik natematyczny ;)

  25. 14/03/2009 1:50 am

    Upss,
    dzięki za wyjaśnienia…

    Nazywając niejakiego procesa7 moimi znajomym, to znaczne zaokrąglenie. Z radością stwierdzam, ze nie czytywałem tego jegomościa i nie czytuje, od czasu do czasu zaglądałem na jakiś jego blog, lecz ogrom bełkotu, chamstwa i takiej idiotycznej, niczym nie uzasadnionej WALKI? o coś, co w rzeczy samej jest całkowicie idiotyczne, lub należne socjopatom zdecydowanie zniechęca mnie do takich jegomości.

    Czy jako zjawisko wymaga odnotowania? Przecież przypadek to klasyczny w literaturze patologii zachowań.

    Gdzieś tam ostatnio mu napisałem, ze odmawiam mu miana intelektualisty, nazwałem watażką netowym, na co chłopczyk się obraził i słusznie.

    Dzięki, za wyjaśnienie.

    Serdecznosci i miłego weekendu

  26. 14/03/2009 11:45 am

    No to może ja się wyłgam prawem do pozostawienia pewnych zjawisk bez komentarza – wszak nie muszą się nam te same zjawiska jawić tożsamo ;)

    Ukłony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: