Skip to content

Ja i moi czytelnicy

01/10/2009
Kiedyś,  kiedy pierworodny chciał wyrządzić krzywdę swoim rodzicom, a nie miał dość determinacji żeby zostać gejem, oznajmiał im że będzie artystą, a  czy można sobie wyobrazić coś wspanialszego niż dar tworzenia rzeczy ponadczasowych?
Kilka lat temu sprzątając piwnicę w domu mojej babci znalazłem coś co wyglądało jak pudło tapet, które  po rozwinięciu okazały wyciętymi z blejtramów  zrolowanymi obrazami. W miarę rozwijania wyschnięta farba wraz z gruntem zsypywała się z nich, pozwalając się jedynie domyślać co na nich było.
Zawsze myślałem że jedyny obraz namalowany przez mojego tatę,  a przedstawiający pogrążone w mroku łodzie zacumowane przy mazurskiej przystani wisiał na łóżkiem w sypialni mojej babci. Uważałem go za rodzaj fanaberii, czy też chwilowego kaprysu,  pod wpływem którego mój tak twardo chodzący po ziemi ojciec go namalował.
 Nie miałem pojęcia,  że malowanie było jego pasją. 
 
Z całą pewnością nie przedstawiały sobą żadnej wartości. Inaczej Tata nie  obszedłby się z nimi w sposób tak brutalny.
Tata owszem, operował całkiem nieźle światłocieniem, oraz  miał pewien dar rysowniczy, przejawiający (jak się wtedy okazało) nie tylko w  rysowaniu zgrabnych karykuratur na marginesach czytanych przez niego pism z krzyżówkami,  ale to z pewnością za mało by jego malowanie zasługiwało na jakąkolwiek uwagę ogółu. 
Mimo to nazwałbym je obrazami ponadczasowymi, a to ze względu na stan w jakim tata znajdował się kiedy je tworzył. Wiem to, bo czuję się dokładnie tak samo kiedy piszę. Kiedy piszę nie ma mnie tutaj. Na ten krótki czas kiedy siedzę nad klawiaturą przenoszę się gdzieś indziej. Czy dzieło powstałe poza czasem nie zasługuje na to by nazwać je ponadczsowym? 
 
Problem polega na tym, że ten specjalny stan w jakim znajduje się piszący, malujący, rzeźbiący czy w jakikolwiek inny sposób wyrażający się twórca w żaden sposób nie gwarantuje jakości tego co tworzy.
To boli mnie najbardziej i z tego właśnie powodu nigdy nie czytam moich starych notek. Bo wiem, że wtedy zrezygnowałbym z pisania, a  dla mnie pisanie, to przede wszystkim ten właśnie stan. 
 
To również jest powód dla którego moje notki żyją tylko jeden dzień.
 
Ile to już razy widziałem adnotacje na blogach typu:
 
– Piszę,  by za kilka lat znów tu zajrzeć i zobaczyć jak wiele się we mnie zmieniło.
 
Czy coś w tym stylu.
 
Potem czytam taki blog i myślę sobie:
 
– Chyba zajrzeć, żeby strzelić sobie w łeb przeczytaniu tej malizny jaką tu stworzyłeś, drogi autorze.
 
Tak więc nigdy nie wracam do tego co napisałem. Pisanie nie ma dla mnie żadnej wartości terapeutycznej, to znaczy nie miałoby, gdyby nie czytelnicy. Mimo, że wszystko co oni mogą, to utwierdzić was w złudzeniach jakimi żyjecie. 
 
Nie wierzycie?
 
Idźcie  i podzielcie się z jakimś autorem szczer refleksją i niech ta refleksja nie będzie łatwa do zaakceptowania dla piszącego.
 
Usłyszycie pewnie coś takiego:
 
– Co ty możesz o mnie wiedzieć.
 
A potem na innym blogu napiszcie coś miłego dla ucha autora.
 
No cóż słuchamy tylko to, czego chcemy słuchać.
 
Dlatego zapomnijcie,  co piszą wasi czytelnicy przecież i tak im nie wierzycie. Przyjrzyjcie się kim są i dlaczego wracają na wasz blog.
Wyobrażałem sobie tę notkę trochę inaczej, to znaczy miałem zamiar napisać o czytelnikach jakiegoś innego bloga, ale ponieważ nikogo nie znam tak dobrze jak moich własnych czytelników, więc napiszę o nich. I nie mam na myśli was, czyli tych co czytają ten blog, bo czasy kiedy studiowaniu statystyk odwiedzin poświęcałem więcej uwagi niż pisaniu dawno już minęły.  Mówię o czytelnikach moich starych blogów, tych które można by nazwać pamiętnikami.
 
Teraz opowiem wam o nich…
 
Z moich czytelników wyłonię grupę reprezentatywną. Będą to same kobiety, choć mężczyzn było dwóch. O pierwszym wiem tyle co nic, natomiast drugi bywał u mnie  ze względu na swoją wirtualną kochankę, która często i gęsto u mnie komentowała,  a o którą jak myślę był zazdrosny.
 Tak więc moja grupa reprezentatywna przedstawiała się tak:
 
1. Blogerka A – Pani sklepowa lat 41
2. Blogerka B – Samotna matka lat 28
3. Blogerka C – Porzucona – lat 32
 
Wszystkie panie pisały blogi.
Pisanie najgorzej szło pani sklepowej. Jej blog to był prawdziwy disaster. Zlepek słów,  z którego ciężko było wyłowić jakikolwiek sens. Pani sklepowa podawała się za kierowniczkę, choć w rzeczywistości pracowała w kasie. Nie miała lekkiego życia. Mąż,  który nie stronił od alkoholu prał ją po gębie, a jak pani była naprana, to piła wódkę, a kiedy była pijana to dzwoniła do mnie. Uprawialiśmy seks telefoniczny i mówiliśmy sobie jak jest nam fajnie. Otóż żadnemu z nas nie było fajnie. 
 
W przeciwieństwie do Pani sklepowej, samotna matka miała coś, co można by nazwać darem pisania. Mała krucha delikatna istota w wielkim zimnym świecie, jakże spragniona ciepła i miłości. Dawałem jej tę miłość, za pośrednictwem maili. Było super do dnia,  w którym zdecydowała się wysłać mi swoje zdjęcie. Ogromna biała orka leżała na kanapie w pozie niedbałej, a jej monstrualne cyce wylewały się jej z dłoni. Krucha istotka ważyła jakieś 300 kg,  a jej twarz łagodnie przechodziła w tułów. Z jakichś powodów nie wspomniała nigdy o swojej tuszy na blogu. Choć ona tłumaczyłaby w tak prosty sposób jej alienację. 
 
Pani C zasypywała mnie zbliżeniami swojej starannie wygolonej dziurki. Jej ciało,  którego prawie nie było składało się z dwóch zapadniętych pośladków i wielkiej zioniącej pustką czarnej otchłani. Wkładała w nią różne przedmioty,  których wybór pozostawiała mojej fantazji. Nigdy nie poznałem jej twarzy. Było nam dobrze do dnia w którym skończyła mi się lista rzeczy jakie chciałbym w niej zobaczyć. Myślę, że  był to też dzień w którym zrozumiałem, jak bardzo musi nie lubić swojego ciała i jak bardzo nie lubię go ja. Zamilkłem pozostawiając jej ostatni mail bez odpowiedzi,  a ona jakby wiedząc dlaczego, nie odezwała się do mnie nigdy więcej.
 
Oto ja i moje czytelniczki gdyby nie one, nie wiedziałbym tego wszystkiego co wiem dzisiaj.   
 
– A jak to się ma do tego wszystko co wtedy pisałem?
 
– Ni-jak. 
 
 
Reklamy
11 Komentarzy leave one →
  1. 01/10/2009 9:01 pm

    Spoufalanie się z czytelnikami jest zabójcze dla bloga. Gdyby poznane przez Ciebie laski były bardziej zwiewne, gdyby coś fajnego z tego urosło, miałbyś w dupie blog, więc sam byś go olał. Unicestwił.
    Sam prowadzę blog po to by wyłonić najatrakcyjniejszą samicę, kiedy to się już stanie, oleję wszystko i zajmę się nią.
    Uprawiałem kiedyś z jedną taką cyberseks, która wkładała sobie do cipki opróżnione puszki po piwie. Do dziś mam awersję do cyberseksu i piwa w puszkach.

  2. flamenco permalink*
    01/10/2009 10:17 pm

    Nie załapałam się na grupę reprezentatywną?! Buuuuu!!

  3. 01/10/2009 10:55 pm

    Nie uwzględniłeś mnie, przez co czuję się źle. Ponieważ jestem mały, gruby i nikczemny, planuję wrogo przejąć wszystkich pięciu twoich czytelników. Razem będę miał ich siedmiu.

  4. flamenco permalink*
    01/10/2009 11:11 pm

    ..a byłam pewna, że hlb to ta sklepowa..

  5. 02/10/2009 2:56 pm

    Spoufalanie się z czytelnikami jest zabójcze dla bloga. Gdyby poznane przez Ciebie laski… itd” – nie tylko dlatego, jak się spoufalasz, to wcześniej czy później zaczynasz pisać to co Twoi czytelnicy chcą usłyszeć, zamiast tego, co naprawdę masz do powiedzenia. Z drugiej strony jak się nie spoufalasz, to czytelnicy Cię olewają i idą tam gdzie mogą się spoufalać… sytuacja, kurwa bez wyjścia…

  6. 02/10/2009 8:31 pm

    Kilmore,
    „Spoufalanie się z czytelnikami jest zabójcze dla bloga. Gdyby poznane przez Ciebie laski… itd” – nie tylko dlatego, jak się spoufalasz, to wcześniej czy później zaczynasz pisać to co Twoi czytelnicy chcą usłyszeć”

    Nieprawda. Jeśli z czytelnikami zaczynasz się spoufalać, to oni przestają w ogóle czytać co piszesz, a przychodzą sie włąśnie spoufalać. Masz więc wolną rekę, możesz nawet napisać sto razy po węgiersku „każdy kto to czyta jest dupa”, a i tak nikt nic nie zauważy.

    flamenco,

    nie spoufalaj się na blogach osób trzecich, dobrze?

  7. 02/10/2009 8:39 pm

    Ależ właśnie na tym polega niezależność blogopisacza: piszesz o czym chcesz i kiedy chcesz, w nosie masz wielbicieli i fanów. Zawsze miałem w dupie swoich komentatorów. Często nawet pisałem tak, żeby się wkurwili na mnie albo przestawałem pisać wcale, gdy nadto mi kadzili.
    Najgorsze jest dopieszczanie i poszukiwanie akceptacji wśród tego plebsu czytelników. Bo ja nie mam najlepszego mniemania o ludziach, którzy czytają mój blog.

  8. flamenco permalink*
    02/10/2009 9:01 pm

    dobrze.

  9. 05/10/2009 1:14 pm

    Ciekawe dlaczego nie podobało ci się moje ucho?
    PFFFFF!
    Wszystkim się podoba

  10. Inspektor Lesny permalink
    07/10/2009 11:03 am

  11. 07/10/2009 11:21 am

    Mówiłem ci że nie masz tu wstępu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: