Skip to content

Trolle

09/03/2010

Na początek myśl przewodnia dzisiejszego wpisu,  jak zwykle podana w lekkostrawnej formie karteluszka gotowego do przymocowania magnesem na drzwiach lodówki.

Nie wiem, kto pierwszy wymyślił tę nazwę, ale muszę przyznać że trafił w dziesiątkę.

Otóż troll to legendarna istota, żyjąca jedynie na kartach książek.

Piszę blogi od kilku lat, czytam jeszcze dłużej.  O internetowych trollach owszem słyszałem, ale przyznam się szczerze, że na żadnym z moich blogów nigdy troll się nie pojawił. Nie widziałem też nigdy trolla na innych blogach, a znam ich całą masę

Spotkałem natomiast sporo tych przez trolle skrzywdzonych, albo tych na których się trolle uwzięły, którym zatruły egzystencję, zniechęciły do blogowania, odebrały radość życia i tak dalej.

Tak więc pokrzywdzonych nie brakuje. Ale to tak jak i w realnym świecie- jak się rozejrzeć wokół to generalnie rzecz biorąc są sami skrzywdzeni i też nie wiadomo do końca przez kogo.

No dobrze -napisałem o tym czego nigdy nie widziałem, teraz napiszę o tym co widzę.

Otóż widzę sporą rzeszę ludzi z potrzebą dzielenia się tym co myślą, czują, co ich gryzie, śmieszy, rani albo porusza. Nie oznacza to rzecz jasna, że to co mają do powiedzenia, to rzeczy mądre, głębokie, czy cokolwiek wnoszące. Ale to już jakby sprawa drugorzędna.

No i oczywiście widzę, też tych wszystkich skrzywdzonych.

Tak się składa, że o trollach, gnomach, czy jak by ich tam jeszcze nie nazwano najgłośniej krzyczą ci z grupy skrzywdzonych. Skrzywdzeni w realu, nie przestają być skrzywdzeni w necie.

Mimo tych wszystkich możliwości jakie daje Internet, mimo tego że możemy sobie tu być być kim tylko chcemy, poczynając od wyboru płci,  a kończąc na sytuacji majątkowej, długości członka i innych tego typu rzeczach. Skrzywdzeni pozostają skrzywdzonymi.

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Dokładnie to samo tyczy się na przykład ludzi sympatycznych- jeśli w realu jesteś sympatyczny gościem, będziesz nim i tutaj…  No i oczywiście tyczy się to wszystkich innych cech jakie tylko, mój kochany blogasiu mogą przyjść Ci do głowy (to ostatnie zdanie napisałem po to, żeby pokazać iż pamiętam jeszcze o tym co zadeklarowałem w poprzedniej notce).

A wracając do tematu:
Pisałem już o tym nieraz. Nieważne jak dobrymi aktorami jesteśmy i tak nigdy nie uciekniemy od tego kim jesteśmy naprawdę. Tego po prostu nie da się zrobić. Nie w necie, gdzie dzięki komentarzom czytelnicy są w stanie testować prawdziwość tego co głosimy.

To co piszemy  jest wynikiem reakcji chemicznych zachodzących w naszym kawałku gąbki nasączonej krwią i odbywających się poza naszą wolą. Tak, możemy podawać się za dwunastoletnią dziewczynkę, żeby pocztować sobie z innymi dwunastoletnimi dziewczynkami… nie ma to znaczenia…  sposób w jaki te dziewczynki odbiorą tę dziewczynkę z którą właśnie ucinają sobie pogaduchę,  będzie dokładnie odbiorem naszej osoby.

Oczywiście te słowa pisze ktoś, kto prowadzi nie wiadomo ile blogów, na których podaje się za nie wiadomo ilu ludzi, a do tego posiada kilka lipnych kont na różnych serwisach społecznościowych.
To jasne, że nie uważam, żeby w podawaniu się za kogoś innego było cokolwiek złego, czy chorego. Wprost przeciwnie nie wykluczam, że jest to rzecz niezbędna do zachowania równowagi psychicznej, szczególnie jeśli sprawa dotyczy mrówki żyjącej sobie łapka w łapkę z milionem innych mrówek, które się od siebie w zasadzie niczym nie różnią.

Wszystko o czym trzeba pamiętać, to zachowanie umiaru.

Ja pamiętam kim jestem. Moje kreacje choć z powodu swej jednowymiarowości  nieprawdziwe, są realne.

Dlatego drogi czytelniku, jeśli jesteś nudnym facetem bez przyszłości kopniętym w dupę przez żonę za swoją apatię, marazm i impotencję to oczywiście możesz udawać blogowego romantyka, filozofa, czy kogo tam tylko masz ochotę. Możesz być przenikliwym psychologiem – psychiatrą dzielącym się z czytelnikami swoimi sukcesami terapeutycznymi. Możesz też zgromadzić wokół siebie miłe kółeczko zapatrzonych w ciebie czatowych idiotek. Możesz wieszczyć, błyskać elokwencją, popisywać się ostrymi ripostami na obmyślanie  których, dzięki specyfice konwersacji netowej, masz całe godziny. Możesz to wszystko robić, ale staraj się pamiętać, że jednocześnie narażasz się na to, że od czasu do czasu na twój blog trafi ktoś kogo rozdźwięk pomiędzy tym kim jesteś, a tym kim chcesz być zwyczajnie drażni, śmieszy lub denerwuje i kto nie omieszka Cię o tym poinformować.

I to by było wszystko na temat trolli. Bo jak powiedziałem na samym początku-trolli nie ma…  są tylko ludzie z potrzebą dzielenia się tym co myślą, czują, co ich gryzie, śmieszy, rani albo porusza.

Reklamy
11 komentarzy leave one →
  1. wodasuczaju permalink
    09/03/2010 11:08 pm

    Ależ mylisz się Kilmore, trolle istnieją i czyhają na co wrażliwszych blogerów. Trollem jest każdy autor nic nie znaczącego komentarza, który w odróżnieniu od tuzina innych podobnie nic nie znaczących komentarzy wstawionych na danym blogu, nie spełnia oczekiwań jego właściciela.
    Dlatego trzeba mieć oczy dookoła nicka, zachować wzmożoną czujność i ostrzegać innych, nieświadomych zagrożenia. W przypadku wykrycia podejrzanego elementu zastosować standardową procedure. Obrzucić gównem a dla pewności napiętnować notką na własnym i podległych blogach.
    Przy czym należy zachować właściwe proporcje, dwa razy więcej notek niż intruz zostawił komentarzy, w myśl zasady: nie karmić trolla

  2. 10/03/2010 11:43 am

    No coś ty, trolla nie widziałeś? Ja na przykład jestem trollem! Spytaj Wojtka Orlińskiego i Moon ej-kej-ej Jolienne, to ci potwierdzą.

  3. wodasuczaju permalink
    10/03/2010 6:14 pm

    Przybij piątkę Hlb

  4. 10/03/2010 10:41 pm

    Pięknie… na moim blogu komentują dwa trolle… a ja nic o tym nie wiem…

  5. Black Ops permalink
    11/03/2010 2:13 pm

    Ba… ja nawet jestem Trollem-i-najprawdopodobniej-brutalnym-gejem-sadystą.

    Ale przynajmniej nie jestem Procesem.

  6. mKyo permalink
    11/03/2010 9:55 pm

    Wszyscy jesteśmy Trollami. Już za chwilę w kinach.

  7. wodasuczaju permalink
    11/03/2010 11:49 pm

    „na moim blogu komentują dwa trolle”
    Podoba mi się, jak Kilmore dał reszcie delikatnie do zrozumienia, że niepotrzebnie sie tu pałęta.
    Zresztą Black Ops wygląda na rozdartego poszukiwaniem swojej wirtualnej drogi, a mKyo to w ogóle trolluje bez licencji.
    Tu trzeba mieć certyfikat nadany przez przedstawicieli blogowego establishmentu tak jak Hlb albo chociaż rekomendacje przerośniętego emo

  8. Black Ops permalink
    12/03/2010 9:20 am

    Ależ ja już jestem wystarczająco określony, mam przynajmniej dwa bany i stosy hate mail w skrzynce, czego tu jeszcze szukać czy udowadniać?

  9. wodasuczaju permalink
    12/03/2010 8:03 pm

    Sory Black, poczułem sie zagrożony i dlatego postanowiłem Cię zdyskredytować w oczach opinii publicznej

  10. 16/03/2010 2:39 pm

    Kurna, ja nawet nie wiem co to niby ma być ten Troll. Ale przynajmniej jestem Procesem!

    A to, że na tlenie mam permbana podpada choć trochę pod trollowanie?
    Bo jakoś mi tak głupio

  11. wodasuczaju permalink
    21/03/2010 1:13 pm

    A kto to jest Proces, kuźwa?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: