Skip to content

Roadkill czyli wszyscy chcemy być piękni, inteligentni i bogaci

07/04/2010

Dzisiaj napiszę o książce, której nie przeczytałem. Na szczęście znajduje się ona na szczycie listy niemieckich bestselerów, więc jest szansa, że kiedyś ktoś ją kiedyś przetłumaczy i wtedy ja będę mógł ją przeczytać.
Jeśli chcecie wiedzieć o tej książce więcej, to polecam ten link. Autor artykułu do którego on wiedzie  też jej nie przeczytał, ale to bez znaczenia. Podaję go,  bo szkoda mi czasu żeby pisać jeszcze raz coś, co  już ktoś napisał.

Żebyśmy wiedzieli o czym mówimy:

Powiem tak: Skoro wszyscy uważają że to świetna książka to nie ma powodu podejrzewać, że tak nie jest. Mówiąc wszyscy mam na myśli tych co ją przeczytali, bo pod zlinkowaną notką znajdziecie wiele bardzo krytycznych komentarzy, napisanych przez tych którzy książki nie przeczytali.

Tak czy inaczej, czy książka traktująca o narkotykach, alkoholowych libacjach i wyuzdanym seksie może być zła? Po prostu nie ma takiej możliwości…

Dla mnie ważne jest jedno- Helene Hegemann, która podpisała się jako jej autorka nie jest osobą która ją napisała. Wszystko co Helene zrobiła to skopiowała kilkudziesiąt tekstów z różnych blogów, dopisała kilka akapitów, zręcznie połączyła wszystko w zgrabną całość i nie powiedziała o tym nikomu ani słowa.

Krytycy narobili w majtki, a książka sprzedała się jak świeże bułeczki.

Good for her…

Znam masę blogów, ale gdybym miał pójść w slady Helene, to obawiam się że nie udało by mi się skompilować z nich niczego co, miało by szansę powtórzyć sukces Roadkill. Jakoś tak to wygląda, że piszący blogi nie różnią się od tych wszystkich krytycznych komentatorów spod zlinkowanego artykułu. Jeśli chodzi o narkotyki, seks, przemoc i dawanie dupy za pieniądze, to moi współplemieńcy są  strasznie poprawni politycznie. Jest to o tyle interesujące, że żadnemu blogerowi obnoszącemu się powiedzmy ze swoimi rasistowskimi poglądami, nie mrugnie nawet powieka przy publikacji kolejnego idiotycznego wpisu. Natomiast jeśli chodzi o dawanie w kanał to jest to jakby wstyd i z tym już nikt się specjalnie nie afiszuje. A przecież to bycie antysemitą jest  prawdziwym obciachem.

A wracając do tematu:

Jedyni nadużywający w polskiej blogosferze,  którzy nie wstydzą się wyjść z podziemia to alkoholicy. Szkoda tylko, że są to przeważnie ci nie pijący alkoholicy.
Znam kilka blogów byłych alkoholików. Nie jest wstyd być byłym alkoholikiem. Wprost przeciwnie- i wcale mnie to nie dziwi. Dajemy w szyję, żeby zagłuszyć emocje, a wiadomo emocje biorą się stąd, że jesteśmy wrażliwi, a bycie wrażliwym jest na blogach jak najbardziej cool.

Napisałem że szkoda, iż alkoholicy nie piszą, ale przecież nie aż tak bardzo szkoda, bo życie alkoholików jest bezbarwne i nudne. Nie jestem pewien czy czytelników ewentualnej książki poskładanej z fragmentów blogów alkoholików, byłyby w stanie zainteresować małpeczki spożywane na klatkach schodowych, czy wódeczka pociągana cichaczem tuż przed myciem zębów, tak żeby stara nie wyniuchała.
Na potrzeby książki potrzeba by bardziej spektakularnych akcji.

Bo z tymi preferującymi inne używki to zupełnie inna historia. Ćpanie jest dużo bardzie medialne niż cichutkie pociąganie wódzi.

Niestety nie jestem w stanie wymienić bloga choćby jednego aktywnego ćpacza.

A przecież dostęp do używek jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Dwadzieścia pięć lat temu jak się nie miało znajomego szewca, który by odpalił trochę deficytowego butaprenu (o zaopatrzeniu się w równie deficytową torebkę celofanową nawet nie wspomnę) człowiek nie miał szans na odlot. Dzisiaj wystarczy zejść do papierniczego albo za grosze zakupić płyn do irygacji pochwy w najbliższej aptece. Mimo to blogów których autorzy dzielili by się swoimi doświadczeniami w tej dziedzinie jest w Polskiej blogosferze jak na lekarstwo.

Dlaczego tak się dzieje?

Dzieje się tak ponieważ wszyscy chcemy być piękni, inteligentni i bogaci. A nasz blogaś ma być tacy jak my. Dlatego na blogasiu też wszystko musi być super i poukładane.

No i dobrze.

No może nie do końca, bo to co poukładane, jest na ogół również straszliwie nudne.

Advertisements
23 komentarzy leave one →
  1. 07/04/2010 7:58 pm

    Odnosząc się do tytułu notki, to najbardziej bym chciała umieć to, co potrafiła kochanka Udaja Husajna:)

  2. 08/04/2010 10:13 am

    Zaintrygowałaś mnie Maskano.

    Co takiego umiała ta kochanka? Czy było to może coś, jak obracanie ćwierć-dolarówek w wargach mniejszych?

  3. mKyo permalink
    08/04/2010 11:18 am

    Ech, Kilmore. Wiedząc jak bardzo czekamy z Wodąsuczaju na tą irygację pochwy, mogłeś dopisać chociaż ze dwa zdania jeszcze na ten temat. A nie tak na sucho, i to tylko przy okazji ;]

    I w ogóle to nie bardzo czaję o czym jest ta notka. Robisz trochę z bloga boga, takie mam wrażenie. Przynajmniej w tej sferze książkowej. I wcale mi się też nie wydaje, żeby życie alkoholika było nudne. Na pewno jest ciężkie, ale nudne? I skąd ta potrzeba czytania blogów pisanych przez ludzi uzależnionych. Od czegokolwiek. Im mniej takich osób pisze blogi, tym lepiej dla nich, nie sądzisz?

  4. 08/04/2010 12:38 pm

    Teraz to Ty mnie zaintrygowałeś, Kil:)
    Pojęcia nie mam, czy potrafiła ten trick z monetą, wiem natomiast, że potrafiła doprowadzić Udaja do orgazmu tylko dzięki skórczom mięśnia Kegla.

  5. 08/04/2010 12:59 pm

    mKyo

    Notka jest o tym samym co moje wszystkie notki. Można powiedzieć że jestem monotematyczny.

    Jeśli chodzi o alkoholików, to ich życie jest nudne… zresztą ta prawda nie odnosi się jedynie do życia alkoholików. Również życie piszących blogi jest nudne, bo gdyby nie było, to nie mieli by czasu na pisanie.

    A pisanie bloga nikomu nie służy… niezależnie od tego czy posiada jakieś nałogi czy nie. To tak jak i picie. Picie jest fajne, ale pożytek z niego żaden.

    Maskana

    Mięsień kegla można sobie wyćwiczyć samemu. Ćwiczy się w parach, a ćwiczenia są przyjemne. Wszystko o czym musisz pamiętać, to żeby ćwiczyć odpowiednia często. Najlepiej rano i wieczorem. :)

  6. mKyo permalink
    08/04/2010 1:31 pm

    Również życie piszących blogi jest nudne, bo gdyby nie było, to nie mieli by czasu na pisanie.

    No widzisz, Kilmore, a ja wcale nie uważam, żeby moje życie było nudne, mimo tego, że piszę bloga. Mało tego – wydaje mi się, że potrafię sobie tak organizować czas, że wystarcza mi go na wszystko. Na pracę, na kino, na czas dla siebie, na spotkania z przyjaciółmi, na wyjazdy, na powroty, na ugotowanie sobie obiadu, na spacery, na kawę, na zakupy, i na blogi również. I znam mnóstwo innych blogerów, którzy żyją podobnie.

    Nie wiem skąd się wzięła w blogosferze ta nagonka na siebie samych. Powstał taki stereotyp, że jeśli piszesz bloga, to znaczy, że twoje realne życie jest totalnie zjebane, jesteś grubasem, masz krzywe zęby, wrastającego paznokcia, nikt cię nie kocha, szukasz złudnej akceptacji. Kto to wymyślił i dlaczego? Nie znam człowieka, który by się czasami nie nudził. I wcale nie uważam, żeby w tej labie było coś złego. Zauważyłam, że w blogosferze, w pewnym momencie zaczęło się odbierać ludziom prawo do przeżywania negatywnych emocji. Że w ogóle emocje stają się tutaj tematem tabu.

    I nie chodzi o to, czy pisanie bloga komuś służy czy nie. Problem w tym, czy masz bloga dlatego, że chcesz pisać, czy piszesz tylko i wyłącznie dlatego, że masz bloga. Bo to jest podstawową kwestią. Co jest źródłem i z czego to wszystko wynika. A nie – gdzie ma prowadzić.

  7. 08/04/2010 2:01 pm

    Ale ja chciałam umieć tak z automatu, bez ćwiczeń. Mimo wszystko -dziękuję Panie Doktorze:)

  8. 08/04/2010 3:34 pm

    mKyo

    Moje życie też nie jest nudne… ponieważ piszę bloga. Jakbym go nie pisał to pewnie by było. A tak nie jest. Ty też piszesz więc i Twoje nie jest nudne. Wcale mnie to nie dziwi.

    Maskana

    Nie ma za co. Jak chcesz to wypiszę ci receptę… chyba że wolisz skierowanie do specjalisty:)

  9. 08/04/2010 6:26 pm

    Nie śmiem kontestować Twojej wiedzy, Kil. Więc poproszę o receptę:)

  10. mKyo permalink
    09/04/2010 3:07 pm

    Kil, jest zasadnicza różnica między „Moje życie też nie jest nudne ponieważ piszę bloga”, a „Moje życie też nie jest nudne… dlatego piszę bloga” ;]

  11. wodasuczaju permalink
    10/04/2010 10:55 am

    Będziecie się naparzać? Nieśmiało wtrącę, że też mam interesujące życie, pomimo że nie dorobiłem się blogaska, na którym mógłbym się dzielić swoim szczęściem z innymi.
    Ubogacenie mojego istnienia wzrasta wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego w sieci. Podobnie odczuwam po procentach, im więcej tym bardziej intensywnie przeżywam…zanim mnie całkiem nie rozłoży.
    Szkoda, że alkoholizowanie się jest tak pospolite jak wyrażanie kontrowersyjnych poglądów. Brak oryginalności kładzie się cieniem na moim pasjonującym życiu.

    A mKyo to bym wysłał na przyśpieszony kurs dystansowania się. Obawiam się tylko, że mogłaby trafić na radykalnych instruktorów. Jeśli się jednak okaże, że ma wrośnięty paznokieć, to upierdolą jej nogę do samego kolana

  12. mKyo permalink
    10/04/2010 11:58 am

    Będziecie się naparzać?

    Z Kilem? Chyba parzyć ;]

    A mKyo to bym wysłał na przyśpieszony kurs dystansowania się.

    Uwielbiam Cię , Wodosuczaju. Czekałam, aż mnie ktoś posądzi o brak dystansu. Nawet się zastanawiałam czy mam napisać „moje życie nie jest nudne” czy „życie wielu blogerów nie jest nudne”. Bo od tej formy wiele zależało. Ale postanowiłam, że nie będę wypowiadać się za innych, mimo tego, że byłam pewna, że moje komentarze zostaną odebrane jako pewnego rodzaju obrona. A ja akurat nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć, tym bardziej, że nie potraktowałam notki Kila jako ataku. Chodzi mi tylko o jedną rzecz – o to, że nie można przesadzać ani w jedną ani w drugą stronę. Ja nie mam absolutnie żadnej fazy na bycie anonimową, niczego się nie wstydzę i niczego nie ukrywam. Bardzo wielu blogerów poznałam w realu i wiem doskonale, że są tacy, którzy sobie tu urządzają arenę cyrkową, na której są głównymi gwiazdami, bo w realnym życiu wrastają im paznokcie właśnie i w sieci mogą sobie to odbić, ale jest też bardzo wielu takich, którzy wszystko mają na miejscu, a mimo tego też piszą. I nie ma znaczenia ile czasu spędzają w blogosferze, czy ich życie jest nudne, czy są alkoholikami czy też mają inne fetysze. I w ogóle to co to ma znaczyć, że życie jest nudne? Jak czekasz na wielkie halo, nie potrafisz się cieszyć małymi rzeczami i przede wszystkim – jesteś bierny, nic nie robisz, żeby było ci lepiej, to pewnie, że jest nudne. Ale to już ma związek z twoim osobistym rozwojem, z twoim podejściem do życia i z twoimi ambicjami. I to mnie właśnie wkurwia – że pierdolimy dookoła farmazony w stylu „piszesz bloga – jestem ćwokiem”, nie potrafiąc przyznać się do tego, że mówimy tak naprawdę do siebie i o sobie.

  13. wodasuczaju permalink
    10/04/2010 3:27 pm

    „Uwielbiam Cię , Wodosuczaju”
    Powinnaś mnie jeszcze pokochać za „naparzanie”. Pierwsza wersja brzmiała: będziecie się kopać po kostkach, ale czułem, że ten drobny skojarzeniowy chwyt pozwoli mi Ciebie pozyskać.
    „A ja akurat nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć, tym bardziej, że nie potraktowałam notki Kila jako ataku”
    Trzeba zadać sobie sporo trudu, żeby postrzegać w Kilu agresywnego blogera. My czytelnicy traktujemy go raczej jako swego rodzaju nieszkodliwą konieczność. Ktoś musi prowadzić ten hejzel, żebyśmy mogli dać upust swoim żalom i „niepotłumaczyć się”.
    „Bardzo wielu blogerów poznałam w realu i wiem doskonale, że są tacy, którzy sobie tu urządzają arenę cyrkową…”
    Nie lubisz skrajności, a przedstawiasz dwie diametralnie różne kategorie. Nie znasz takich, którzy „wszystko mają na miejscu”, a pomimo tego dają niezły show? Załamujesz mnie mKyo.
    „pierdolimy dookoła farmazony…nie potrafiąc przyznać się do tego, że mówimy tak naprawdę do siebie i o sobie”
    O sobie tak, do siebie nie, wtedy nie byłoby w sieci tylu publicznych blogasków. Mnie nie wkurwiają teksty: “pisze(sz?) bloga – jestem ćwokiem”, do momentu aż nie nabiore przekonania, że to może być prawda

  14. mKyo permalink
    10/04/2010 10:47 pm

    Pierwsza wersja brzmiała: będziecie się kopać po kostkach, ale czułem, że ten drobny skojarzeniowy chwyt pozwoli mi Ciebie pozyskać.

    No widzisz – jak chcesz, to jednak potrafisz mnie wyczuć.

    Nie lubisz skrajności, a przedstawiasz dwie diametralnie różne kategorie. Nie znasz takich, którzy “wszystko mają na miejscu”, a pomimo tego dają niezły show? Załamujesz mnie mKyo.

    Ależ oczywiście, że znam. Wydaje mi się jednak, że w takich przypadkach wygląda to jednak trochę inaczej i nie dzieje się na zasadzie ‚terapii’, tylko zabawy, takiego show właśnie. Dlatego o tym nie wspominałam. Bo akcja cały czas dotyczy zarzutu „piszesz bloga – jesteś ćwokiem” (tak miało być poprawnie, dopiero teraz zauważyłam swój błąd), co oznacza, że masz zajebiste problemy w życiu realnym, że z czymś nie potrafisz sobie poradzić. A tak nie jest, chociaż oczywiście wiele osób traktuje swoje blogi jako taki właśnie zlew na pot, krew i spermę. I pisząc, że kiedy obrzucamy się nawzajem żółcią, to tak naprawdę mówimy do siebie samych, wcale nie chciałam, żeby to było odebrane aż tak dosłownie. Bo po pierwsze – to, że ktoś ma publicznego bloga wcale nie oznacza, że pisze do/dla/pod innych, a nie dla siebie, a po drugie – to wszystko działa na zasadzie projekcji i wyparcia – mechanizmów obronnych, których absolutnie człowiek nie musi być świadomy.

  15. wodasuczaju permalink
    11/04/2010 1:15 pm

    MKyo, tak się podekscytowalaś tym parowaniem z Kilem, że nie zauważyłaś ostatniego, podsumowującego zdania. A może przyczyną całego zamieszania jest odmienna interpretacja drobnej literówki.
    Ciekawe, że ja odczytałem “pisze bloga – jestem ćwokiem” /co świadczy autoironii, dystansie do siebie blogera/, a nie tak jak to było Twoim zamiarem “piszesz bloga – jesteś ćwokiem”, czyli negatywna ocena przez otoczenie.
    Czyżby uruchomił się jakiś mechanizm obronny? Nie chce bawić sie w psychoanalize, ale to może być wynikiem podświadomych, tłumionych lęków.
    PS.Jest już nowa notka, to chyba znak, że tutaj mamy zakończyć

  16. mKyo permalink
    12/04/2010 4:00 pm

    Ciekawe, że ja odczytałem “pisze bloga – jestem ćwokiem” /co świadczy autoironii, dystansie do siebie blogera/, a nie tak jak to było Twoim zamiarem “piszesz bloga – jesteś ćwokiem”, czyli negatywna ocena przez otoczenie.

    Ale o to właśnie cały czas mi chodzi, Wodosuczaju. Że nikt nie potrafi się do tego przyznać, nikt nie pisze na blogu, że jest ćwokiem. To my ciągle oceniamy innych. Ja też jak wchodzę na jakiegoś bloga czasami, to myślę sobie: ‚co za emus’. I zastanawiam się skąd się te stereotypy wzięły. Tu nie chodzi o żadną psychoanalizę, ja naprawdę mam dość tych pseudopsychiologicznych bzdur na blogach, chociaż może tego nie widać.

    PS.Jest już nowa notka, to chyba znak, że tutaj mamy zakończyć

    Wodosuczaju, a kiedy idziesz do knajpy, ponieważ masz straszną ochotę się napić i nagle, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak, przychodzi ta godzina, kiedy knajpę trzeba zamknąć, a Ty musisz wyjść – to co robisz? Idziesz do domu spać czy wstępujesz do alkoholowego i pijesz dalej? Dlaczego chcesz urywać rozmowę, która nie jest skończona? Chociaż w sumie jest – bo cały czas mówimy o tym samym i o to samo nam chodzi. Nie wiem tylko czy to ja Cię tak bardzo lubię czy Ty mnie, że w ogóle nie potrafimy się zrozumieć.

  17. wodasuczaju permalink
    13/04/2010 7:55 pm

    Pewnie to obopólna sympatia. Myślałem, że przewierciliśmy temat na wylot, a znów fedrujemy.
    Bywam na blogach, gdzie autorzy wręcz chełpią się, że są ćwokami, niekiedy trudno się z nimi nie zgodzić. Ale nie w tym rzecz.
    Tobie doskwiera, że inni moga Cię w ten sposób postrzegać, chociaż TY objawów ćwokowatości w sobie nie znajdujesz.
    Jeśli nie masz poczucia własnej wartości i tak bardzo przejmujesz się opinią nicków sieci to może jednak coś jest na rzeczy.

    „..idziesz do knajpy, ponieważ masz straszną ochotę się napić..”
    Podejrzewasz, że chlam w czasie żałoby narodowej, MKyo? /bezdusznego potwora chce ze mnie zrobić/

  18. mKyo permalink
    13/04/2010 10:13 pm

    Tobie doskwiera, że inni moga Cię w ten sposób postrzegać, chociaż TY objawów ćwokowatości w sobie nie znajdujesz.
    Jeśli nie masz poczucia własnej wartości i tak bardzo przejmujesz się opinią nicków sieci to może jednak coś jest na rzeczy.

    Wodosuczaju, pokaż mi proszę palcem (i nie mów, że to niekulturalnie) miejsce, w którym napisałam, że mi cokolwiek doskwiera, i że się przejmuję tym, co „myślą o mnie nicki”. I wcale nie mówię, że nie znajduję w sobie objawów ćwokowatości. Wręcz przeciwnie – doskonale zdaję sobie sprawę z moich wad, ale wydaje mi się też, że je w sobie akceptuję i nieraz potrafię obrócić w żart. I to, że ktoś pisze na swoim blogu non stop, że jest taki czy owaki też nie jest dobre. Przesadzanie w którąkolwiek ze stron nie jest dobre. O tym mówię. O braku samoświadomości. I to bardzo fajne z Twojej strony, że mi tu robisz taką małą analizę, chociaż ja się a nią absolutnie nie zgadzam. Ale przyzwyczaiłam się już do tego, że w blogosferze wszystko, co mówisz, zostaje obrócone przeciwko tobie. Odbierasz moje wypowiedzi zupełnie inaczej, niż chciałam, żeby zostały odebrane. A szkoda. Bo wydawało mi się wcześniej, że z kim jak z kim, ale z Tobą to ja się zrozumieć potrafię. I wcale sobie w tym momencie nie żartuję.

    Podejrzewasz, że chlam w czasie żałoby narodowej, MKyo?

    A nie?

  19. 14/04/2010 11:16 am

    Hmmm… Ja też mam taką książkę, której jeszcze nie napisałem, ale jest absolutnie świetna. Więcej, nawet jej nie czytałem, a wiem że taka jest. Ty też jej nie czytałeś ani nie napisałeś, więc pewnie się zgodzisz.

    BTW,
    „No może nie do końca, bo to co poukładane, jest na ogół również straszliwie nudne.”

    Po tym zdaniu podejrzewam, że zaglądałeś ostatnio do mnie. Nareszcie mam tam poukładane, a niestety nudzę się jak Zanussi w swojej szafie z koszulami.

  20. 14/04/2010 4:02 pm

    Jasne, że się zgodze, co mam się nie zgodzić… wiesz, ze mną jak z dzieckiem.

  21. wodasuczaju permalink
    14/04/2010 10:38 pm

    /Wystawia tłusty paluch/ Napisałaś: „I to mnie właśnie wkurwia – że pierdolimy dookoła farmazony w stylu “piszesz bloga – jestem ćwokiem”.
    Może za bardzo złagodziłem tym „doskwiera” i dlatego nie poznałaś albo wkurwia Cię coś, czym się nie przejmujesz.

    „chociaż ja się a nią absolutnie nie zgadzam.”
    Ja również się z Tobą zdecydowanie nie zgadzam mKyo…a mogłabyś pokrótce przypomnieć na czym polega ta uporczywa różnica zdań, bo Hlb i Kilmore trochę mnie zdekoncentrowali.

    „A nie?”
    Że niby z żalu czy z radości?

  22. mKyo permalink
    15/04/2010 8:22 am

    a mogłabyś pokrótce przypomnieć na czym polega ta uporczywa różnica zdań, bo Hlb i Kilmore trochę mnie zdekoncentrowali.

    Nie pamiętam już, Wodosuczaju. Zresztą – dajmy temu spokój. Wrócimy do tej rozmowy kiedyś przy okazji. A okazja będzie na pewno. Cały czas się takie okazje zdarzają. Albo proszę na @. Kil, daj Wodzie mojego maila.

    I kiedy w końcu pójdziemy na wódkę? Ja rozumiem, że żałoba i do niedzieli nie ma szans. Ale weźcie się w końcu ogarnijcie chłopcy :)

  23. 15/04/2010 9:59 am

    Tak oczywiście, nie ma problemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: