Skip to content

Laura i siedemnastolatki.

25/01/2011

Na dzisiaj zaplanowałem notkę o zwycięzcy drugiego etapu konkursu Onetu, w kategorii blog literacki. Blogiem tym jest  „Pieprzony Księżyc„. Jest on pisany przez dwie miłe siedemnastolatki. Piszę miłe, bo dla faceta w moim wieku każda siedemnastolatka jest miła. Chcę przez to powiedzieć, że nie wybrzydzam i siedemnastolatki biorę jak leci.

Czytanie „Pieprzonego Księżyca” kosztuje sporo zdrowia. Blogi na Onecie przeważnie nie maja rewelacyjnych templates, ale ta wybrana przez dziewczyny jest chyba najgorsza z możliwych. Mimo to przebrnąłem przez jedną notkę z kawałkiem. Myślę, że mogę być z siebie dumny.

Powinienem teraz napisać coś o treści bloga, ale sobie daruję. Powiem tylko tyle,  że blog Kudyna nie jest najgorszy w swojej kategorii.

Myślę, że to dobrze jeśli licealistki prowadzą blogi. Może dzięki temu nie robią innych głupich rzeczy. Trochę gorzej, że nasze nastolatki okazały się na tyle operatywne, że udało im się przepchnąć blogasia do następnego etapu. Dziewczyny zyskały na tym wielu czytelników, szkoda tylko, że kosztem tak drastycznego obniżenia poziomu konkursu, który i tak- powiedzmy to sobie szczerze-na specjalnie wysokim poziomie nie stoi.

Taki więc, jako blogerki słodkie 17-latki dostają po szóstce, niestety ich blog jestem zmuszony ocenić na jedynkę z minusem.

Skoro zacząłem od dzieci, to i skończę na dzieciach.

Blog Kochamy Laurę zakwalifikował się z największą liczbą głosów w kategorii „Ja i moje życie”. Laura jest małą dziewczynką urodzoną z wadą genetyczną. Jej mama pisze bloga, występuje w telewizji, prowadzi aukcje internetowe, organizuje koncerty charytatywne i zbiera kasę na leczenie Laury, gdzie tylko się da.

Brawo dla Mamy. Jestem pełen podziwu.

Teraz zła wiadomość, na szczęście tylko dla czytających. Teksty na blogu chronione są prawami autorskimi. Jeśli tak by się złożyło, że ktoś jeszcze miałby małą dziewczynką urodzoną z zespołem wrodzonej hipowentylacji oraz chorobą Hiszprunga , to niech nie liczy, że zerżnie jakąś notkę z bloga, bo takiej możliwości nie ma.

Blog „Kochamy Laurę”, nie wygra swojej kategorii, ale ma wielką szansę zdobyć tytuł Bloga Blogerów. W sumie mnie to cieszy, bo potwierdza moją teorię. Najciekawsze historie pisze samo życie. Inna sprawa, że Mama Laury robi wszystko, żeby tę historię zepsuć. Ale nie można przecież wymagać od Wszechmogącego zbyt wiele. To, że odbiera jednym, nie oznacza, że innym miałby dać coś z nawiązką.

Advertisements
21 komentarzy leave one →
  1. Ragazza permalink
    25/01/2011 6:11 pm

    „Inna sprawa, że Mama Laury robi wszystko, żeby tę historię zepsuć.”

    Pieprzysz Wasc. Wstydu oszczedz takimi komentarzami.

  2. 25/01/2011 6:40 pm

    Cóż za ironia, nie wiem, zali poradzę sobie z przyjęciem tak ostrych słów! ;)
    Co do – jak to raczyłeś określić (wybacz bezpośredni zwrot do adresata bez form grzecznościowych, które na żywo bym zachowała – tak jest dla mnie naturalniej)… Możę raz jeszcze. Co do, jak to raczyłeś określić, template’a – nie jest on nędznym tworem Onetu, tylko moim równie nędznym, lecz własnym. Pierwotnego szablonu nie pamiętam, ale wyglądał zupełnie inaczej. Mi mój wyrób wydaje się estetyczny i ciekawy, i choć nie przeszkadza mi w czytaniu notek, rzeczywiście przy ewentualnym odświeżaniu wyglądu bloga zwrócę uwagę na twoje zastrzeżenia. Dlatego muszę podziękować za to, że wymieniłeś je w swojej notce.
    Bardzo mi szkoda, że treść doczekała się tak zdawkowego komentarza. Podejrzewam, że uznałeś ten lichy blogaś za coś na modłę „ja i moje życie z tokio hotel”, czy też „justin + love = moja chistrorja! :)))”. Dlatego zasępiłam się na widok oceny, która nie pokrywa się z moją własną, zwłaszcza że – ośmielę się to stwierdzić! – po przeczytaniu takiej ilości notek nie możesz mieć pojęcia, o czym opowiadanie tak naprawdę mówi.

    Pozdrawiam gorąco!
    Ta bardziej szesnastoletnia z autorek blogasia

  3. 25/01/2011 6:41 pm

    Cóż za ironia, nie wiem, zali poradzę sobie z przyjęciem tak ostrych słów! ;)
    Co do – jak to raczyłeś określić (wybacz bezpośredni zwrot do adresata bez form grzecznościowych, które na żywo bym zachowała – tak jest dla mnie naturalniej)… Możę raz jeszcze. Co do, jak to raczyłeś określić, template’a – nie jest on nędznym tworem Onetu, tylko moim równie nędznym, lecz własnym. Pierwotnego szablonu nie pamiętam, ale wyglądał zupełnie inaczej. Mi mój wyrób wydaje się estetyczny i ciekawy, i choć nie przeszkadza mi w czytaniu notek, rzeczywiście przy ewentualnym odświeżaniu wyglądu bloga zwrócę uwagę na twoje zastrzeżenia. Dlatego muszę podziękować za to, że wymieniłeś je w swojej notce.
    Bardzo mi szkoda, że treść doczekała się tak zdawkowego komentarza. Podejrzewam, że uznałeś ten lichy blogaś za coś na modłę „ja i moje życie z tokio hotel”, czy też „justin + love = moja chistrorja! :)))”. Dlatego zasępiłam się na widok oceny, która nie pokrywa się z moją własną, zwłaszcza że – ośmielę się to stwierdzić! – po przeczytaniu takiej ilości notek nie możesz mieć pojęcia, o czym opowiadanie tak naprawdę mówi.

    Pozdrawiam gorąco!
    Ta bardziej szesnastoletnia z autorek blogasia

    P.S. Skąd w ogóle ta krótka recenzja bloga, skoro o żadną się nie upominałyśmy?

  4. 25/01/2011 7:18 pm

    Cóż za ironia, nie wiem, zali poradzę sobie z przyjęciem tak ostrych słów!
    Co do – jak to raczyłeś określić (wybacz bezpośredni zwrot do adresata bez form grzecznościowych, które na żywo bym zachowała – tak jest dla mnie naturalniej)… Możę raz jeszcze. Co do, jak to raczyłeś określić, template’a – nie jest on nędznym tworem Onetu, tylko moim równie nędznym, lecz własnym. Pierwotnego szablonu nie pamiętam, ale wyglądał zupełnie inaczej. Mi mój wyrób wydaje się estetyczny i ciekawy, i choć nie przeszkadza mi w czytaniu notek, rzeczywiście przy ewentualnym odświeżaniu wyglądu bloga zwrócę uwagę na twoje zastrzeżenia. Dlatego muszę podziękować za to, że wymieniłeś je w swojej notce.

  5. Nadine permalink
    25/01/2011 7:50 pm

    Cóż za ironia, nie wiem, zali poradzę sobie z przyjęciem tak ostrych słów!
    Co do – jak to raczyłeś określić (wybacz bezpośredni zwrot do adresata bez form grzecznościowych, które na żywo bym zachowała – tak jest dla mnie naturalniej)… Możę raz jeszcze. Co do, jak to raczyłeś określić, template’a – nie jest on nędznym tworem Onetu, tylko moim równie nędznym, lecz własnym. Pierwotnego szablonu nie pamiętam, ale wyglądał zupełnie inaczej. Mi mój wyrób wydaje się estetyczny i ciekawy, i choć nie przeszkadza mi w czytaniu notek, rzeczywiście przy ewentualnym odświeżaniu wyglądu bloga zwrócę uwagę na twoje zastrzeżenia. Dlatego muszę podziękować za to, że wymieniłeś je w swojej notce.
    Bardzo mi szkoda, że treść doczekała się tak zdawkowego komentarza. Podejrzewam, że uznałeś ten lichy blogaś za coś na modłę „ja i moje życie z tokio hotel”, czy też „justin + love = moja chistrorja! )”. Dlatego zasępiłam się na widok oceny, która nie pokrywa się z moją własną, zwłaszcza że – ośmielę się to stwierdzić! – po przeczytaniu takiej ilości notek nie możesz mieć pojęcia, o czym opowiadanie tak naprawdę mówi.

    Pozdrawiam gorąco!
    Ta bardziej szesnastoletnia z autorek blogasia

  6. 25/01/2011 8:39 pm

    podobno w tym konkursie można wygrać jedynie jeśli jest się na coś chorym. Historia to potwierdza.

  7. 25/01/2011 11:20 pm

    Chciałabym bardzo się dowiedzieć, co też takiego popsułam na swoim blogu i w swoim życiu, bo w głowę zachodzę i jakoś nie mogę dojść?… Może mnie Pan oświeci? Jeśli to będzie jakaś konstruktywna uwaga, to chętnie ją przemyślę.

    Pozdrawiam

  8. 25/01/2011 11:54 pm

    Przepraszam za tyle komentarzy, nie chciały mi się pokazywać i liczne próby doprowadziły do właśnie takiej sytuacji…

  9. Magda,też mama permalink
    26/01/2011 12:35 am

    weszłam na stronkę z zaciekawieniem, a znalazłam tylko nadmuchane ego i żałosne wypociny frustrata, które z kulturą jakąkolwiek nic nie mają wspólnego… oby jak najmniej takich istot jak Ty

  10. she loves permalink
    26/01/2011 9:07 am

    Panie Kilmorze Fiszu, pan wybaczy paniom wyżej piszącym, które chcą tylko, żeby pan wydał pochlebną opinię, albo milczał! Same chcą oczywiście zachować prawo do wypowiadania własnego zdania, jak to kobiety.
    W skrytości powiem panu, Panie Kilmorze Fiszu jedyny, kocham pana, że pisanie komentarza pod pańską notką powoduje u mnie gwałtowny podskok poziomu adrenaliny we krwi, tak że czuję się jakbym wyprzedziła dwa tiry i zdążyła na styk. I powiem panu, że chyba nie tylko ja tak mam..

  11. miia1 permalink
    26/01/2011 9:45 am

    Witam. Podzielę się jedną maleńką uwagą. Znam blogi ( dość interesujące), pisane przez osoby z mocno przetrąconym zdrowiem, a jednak ten temat omijające. I rzecz nie polega na tym, że wygra ten, kto się bardzo rozchoruje ( jak w małżeństwie), a w tym, że choruje właśnie na blogu. Oczywiście, nic w tym złego, wyobrażam sobie jedynie eksperyment, w którym wszystkich piszących potraktuje się jako ułomnych – taki parytet dla wyrównania szans ;)

    P.S. She loves kiepsko udaję babkę. Żadna nie wyprzedza tirów na styk, na litość…

  12. 26/01/2011 10:49 am

    Niezręcznie mi się odzywać, bo jestem z Mamą Laury w tej samej kategorii, ale muszę- dla mnie wzorem bloga pisanego z „powodu choroby”, jakkolwiek to brzmi jest Chustka, ten sam blog o którym Kil pisał poniżej. Ciekawy, dowcipny, z niesamowitym dystansem do świata i siebie, nie będący realistycznym zapisem walki z chorobą. Bloga Mamy Laury nie byłam w stanie doczytać do końca. Jest tam ogromny ładunek emocji, ale zrozumiały tylko dla niej i dla jej najbliższych. Mnie osobiście znudził.
    Poza chorobą nie ma tam nic innego. Podziwiam walkę o zdrowie dziecka, ale nie muszę podziwiać stylu w jakim ta walka jest opisywana.
    Myślę, że nie ma co się obrażać o konstruktywną krytykę. Wiem, że to trudne- oddzielić emocje od treści, ale może warto spróbować?
    Pozdrawiam :)

  13. 26/01/2011 11:37 am

    Mamo Laury, myślę że Li w komentarzu powyżej wyjaśniła już wszystko. Ja dodam tylko to:

    Nie napisałem, że popsułaś cokolwiek w swoim życiu. Wręcz przeciwnie, myślę że wszystko robisz jak trzeba. Inne mamy które znalazły się w podobnej sytuacji powinny brać z Ciebie przykład.

    Moja uwaga odnosiła się wyłącznie do Twojego bloga. Masz do opowiedzenia ciekawą historię, ale robisz to w sposób nieudolny. Nie ma to pewnie aż tak wielkiego znaczenia dla Twoich czytelników, bo oni koncentrują się wyłącznie na fabule, ale ma znaczenie dla mnie, bo ja patrzę na Twój blog przez pryzmat jego uczestnictwa w konkursie.

  14. 26/01/2011 12:26 pm

    Nadaline:

    Nawet komentarz który tu zostawiłaś, bardzo zasmuciłby Twoją panią od polskiego.

    Dlatego nie muszę czytać „Pieprzonego Księżyca” w całości, żeby mieć pewność, że nie ma on szans w konkursie. Ale, jak napisałem, myślę że to dobrze, że go piszesz.

    Nie chcę również żebyś z powodu kilku komentarzy jakie otrzymałaś, wpadła w samouwielbienie, to nie wyszło by Ci na zdrowie. To co wybaczamy 17-latce, u kogoś starszego budzi politowanie.

    Tak, czy inaczej, staraj się widzieć błędy jakie popełniasz. Nie stój w miejscu. Pamiętaj, jako blogerkę oceniłem Cię na 6. Nie zawiedź mnie.

  15. 26/01/2011 2:02 pm

    Szkoda, że dla blogów z chorobą w tle nie ma specjalnej kategorii.
    Ani jednego ani drugiego bloga, o których mowa w poście nie przeczytałam. Ściślej; chęci były tylko zapału nie wystarczyło.
    Czcionka w „Pieprzonym Księżycu” jest tak mała, że szkoda moich oczu dla czytania czegoś co mnie absolutnie nie pociąga, więc po lekturze jednego i trzy czwarte posta dała spokój.
    Na temat bloga pani Emilii mam zdanie identyczne co Licencja. Przebrnęłam przez dwa posty.

  16. 26/01/2011 2:25 pm

    To niezły pomysł. Mam już nawet nazwę dla nowej kategorii.

    „Ja i wszystkie nieszczęścia świata jakie mnie spotkały”

  17. 27/01/2011 12:27 am

    Kilmore, to ja wymyśliłam tę nazwę.
    nie kopiuj!
    :P

  18. 27/01/2011 12:29 am

    nieźle się obryłam z tego wpisu.

    masz Panie Kilmore doskonały zmysł obserwacji.

    …a że wypowiedzi są kontrowersyjne w swojej szczerości… no cóż…

  19. 27/01/2011 12:41 am

    i jeszcze cytacik:
    „Dni wlokły się całkiem jak francuskie ślimaki. Takie ślimaki jednak wcale nie pełzały i nie wydawały się być tymi samymi tłustymi pasożytami, które pojawiały się w ogrodach po deszczu. W związku z tym nie mogły być tym samym obiektem, doszła do wniosku Nadine.”

    kocham siedemnastolatki :)))))))))))

  20. 27/01/2011 7:16 pm

    Twój cytat, Joanno, wprawił mnie w potężne zdziwienie. Jest bezdennie głupi, po prostu idiotyczny. Chyba pora to zmienić, dzięki za odnalezienie.

  21. martinianka permalink
    28/01/2011 9:57 pm

    Powiedział, co wiedział. A wie niewiele. Pfff.
    Zastanawiam się, na którym swoim blogu TY byłeś najbardziej nieudolny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: